piątek, 14 września 2018

Wydziarany

Osiemnaście stuknęło strasznie szybko. Z okazji urodzin postanowiłem zaszaleć i wczoraj po lekcjach wydziarałem się. Wszyscy już o tym wiedzą. Nawet dzisiaj pokazywałem go w szkole. Bez pytań się nie obyło, chwaliłem się na Instagramie oraz na Wykopie. Kumple z siłowni też dzisiaj zobaczyli tatuaż. Osobiście mi się podoba. Większość osób też stwierdza, że to fajny tatuaż. Jak dla mnie, jest super. Ciekawe kiedy następny?
PS
Dzisiaj na siłce udzieliłem krótkiego wywiadu o sobie i o tym co mnie skłoniło do tego by tam chodzić oraz jakie mam cele.
A dla mnie cel jest oczywisty: Swole is the goal, size is the prize

poniedziałek, 10 września 2018

Urodzinowy post

Coś się stało z tym postem, nie wiem co dokładnie, nie chce mi się go pisać od nowa, zachowały się tylko moje nocne przemyślenia.
Nie smuć się, inni mają gorzej. To zdanie brzmi dokładnie tak samo jak: "Nie ciesz się, inni mają lepiej". Tak jak mój parszywy mózg
Dzisiejszy dzień to wyjątkowy dzień dla każdego człowieka. Osiemnaste urodziny. Oficjalny początek dorosłości, w którą ja wchodzę z niemałymi problemami i dylematami, z którymi muszę się zmierzyć. Czy w końcu przestanę się nad sobą użalać i myśleć o sobie jako kimś gorszym z kompleksami, czy zacznę uważać się za kogoś z potencjałem, który we mnie tkwi.
Motywacja mnie wzięła. Wszystko przez zazdrość? Tak mogę powiedzieć. Jak już paręnaście dni temu pisałem.
Otóż. Jak napisałem na samym początku. Mam się nie cieszyć, bo inni mają lepiej i mam się nie smucić, bo są i tacy co mają gorzej. Albo mieli gorzej. Ale wyszli na ludzi.
Rozmawiam z dorosłymi, którzy są wartościowi i wierzą we mnie i w moją przyszłość. Tylko, że jest ta gorsza część mózgu, trochę racjonalna, która we mnie nie wierzy. Myśli o przyszłości. Mówi, że nie każdy ma to szczęście w życiu. Tak jak mi doradzają ci, co mieli źle za młodu, a teraz stać ich na godne życie.  Na samym początku trzeba ciężko pracować.
Ktoś był w domu dziecka? Wyszedł na ludzi i ma dom w Wilanowie.
Ktoś wychował się w patologicznym domu z alkoholikami jako rodzicami? Też wyszedł na ludzi i co wakacje leci do Nowej Zelandii szukać inspiracji do nowych kampanii w firmie.
Wystarczyła jedna motywacyjna gadka, o tym, że mi się uda, a ta cholera małpa zaczęła myśleć o sobie jako kimś gorszym. Znowu. Dlaczego nie mogę posłuchać takich historii jako motywacja, a nie jako dół dla mojej psychiki.
Jednocześnie ta osoba od motywacyjnej gadki mi mówi, żebym się szeroko uśmiechnął i zrobił zdjęcie. Zrobiłem. Uważałem, że wyszedłem beznadziejnie, ale zaraz, zaraz... Wyszedłem naturalnie. Oczywiście zaraz leci komplement, że do takiego kogoś jak ja każdy by pisał, bo nie dość, że mam ciekawą osobowość to bla bla bla...
I nagle myślę o sobie jako o kimś wartościowym. To głupie. Ale tak skonstruowany jest mózg. Jest to najbardziej skomplikowane urządzenie znane światu. A głupie zarazem.
Nagle przez tego motywatora zaczynam myśleć, że mogę być tak jak ktoś kto ma całe ciało pokryte tatuażami. Co z tego, że na chwilę obecną mnie na to nie stać. To dopiero początek mojego życia. Nie każdy miał wszystko od razu. Nagle każda rada jest dla mnie czymś pozytywnym. Serio, nagle mogę wyobrazić, że jestem w stanie w sobie coś zmienić i ma to sens. Kompleksy znikają. Przynajmniej na chwilę.
W mgnieniu oka przypominam sobie, że miałem przyjemność rozmawiać z naprawdę dorosłymi i dojrzałymi ludźmi. Nie tylko przez Internet. I oni mi mówili, że zachowuję się dojrzale, traktowali mnie jak równego z równym. To było dla mnie coś wyjątkowego. Czułem się jak ktoś. Od razu znikają wszystkie smutki, zmartwienia i pełen siebie idę w świat.
I albo wrócę z tarczą i osiągnę to czego tylko zapragnę, albo wrócę na tarczy, mówiąc, że przynajmniej próbowałem, ale nie każdemu w życiu się udaje. Z drugiej strony, nie muszę być milionerem, albo gwiazdą światowego kalibru. Mogę zarabiać 10 tysięcy na miesiąc, mieć znajomych i żyć jak człowiek szczęśliwy, humanitarny.
Tylko ja odpowiadam za swój los.
Wszystkie te przemyślenia zawdzięczam tylko jednej zwykłej osobie, która postanowiła napisać tak znikąd. Mój mózg z początku przechodził negatywne emocje zabierające energię życiową. Potem jednak zmieniłem nastawienie. Tylko jeden uśmiech. A tyle zmienia. Wierzę w siebie. Może potem znowu przestanę, ale spróbuję sobie przypomnieć sytuację z dnia moich 18 urodzin i z okolic godziny drugiej rano. Wtedy znowu humor mi wróci. Przecież to bardzo ważne by mieć punkt zaczepienia o szczęście, które chce się zdobyć. Albo na wieczność, albo na chwilę.

piątek, 7 września 2018

Autobusowa rozkmina piątkowa

Udało mi się znaleźć miejsce siedzące w busie do Lublina. Cieszę się, przed szóstą jest zawsze spory ruch. Nie mam nic ciekawszego do roboty, więc piszę co mi ślina na język przynosi. Ten tydzień był bardzo dynamiczny. Nawet pomimo tego, że rozpoczęła się szkoła. Oczywiście coraz częściej porusza się tematy egzaminów maturalnych na lekcjach, ale to nic zaskakującego w klasie maturalnej.
W poniedziałek pomalowałem włosy na fioletowo, reakcja klasy i wychowawczyni pozytywna, ale... No właśnie. Jest ale.
Często widzę jak ludzie (zwłaszcza starsi) patrzą na tę fryzurę spode łba. Okolicznej dresiarni także się to nie podoba, co okraszają komentarzami i inwektywami. Uroki Polski wschodniej. Mam to ogólnie gdzieś co myślą o mnie inni. Szkoda na to życia. Jednakże najlepiej reagują dzieci. Już nie raz dzieci zagadywały do swoich rodziców mówiąc, że mam pomalowane włosy. Nawet jak wczoraj byłem na Zamku Lubelskim z kolegą z Tajpej poznanym na Grindr (nie wyobrażajcie sobie za wiele, to tylko przyjaźń, poza tym, za rok wraca do siebie, a jednak miło mu poznać kogoś nowego). Rozmawiałem z nim dużo po angielsku i czuję się zadowolony z moich umiejętności językowych. Tak samo jak w maju. Do Łęcznej przyjechała dziewczyna z Grecji i miałem okazję ją poznać. Erasmus+ działa nawet w gimnazjach. Szkoda, że to wystartowało rok po moim odejściu. Mieszkała u jednej z moich koleżanek. Wracając do nowo poznanego kolegi. Rozmawialiśmy na temat życia. Serio. On jest na ostatnim roku studiów, ja dopiero zaczynam je za rok. Miło jest pogawędzić z kimś na tematy egzystencjalne. Zwłaszcza jak jestem u babci, robię tak wtedy z kuzynami. Mądry chłopak z niego, miałem okazję na długie chodzenie. Nawet pomimo tego, że  wczoraj miałem sporo godzin, co było strasznie nudne. Lepiej jest w środy, wtorki i piątki, czyli jak dzisiaj. Znowu zbaczam z tematu, lecz teraz sądzę, że po prostu wyczerpałem pulę. Nie chcę streszczać całej rozmowy, bo nie wszystko jest tematem do posta. Byłoby to najzwyczajniej w świecie bez sensu. Powiem tylko tyle, nie fryzura, nie pochodzenie, ani wygląd w ogóle nie świadczą o człowieku. Niby oczywista sprawa, ale to mądre słowa, które poniekąd pasują do tego co napisałem w kolejnych przemyśleniach.

poniedziałek, 3 września 2018

Początek września

Dzisiaj przed rozpoczęciem roku byłem w Tarasach Zamkowych (oraz w urzędzie, musiałem zanieść wniosek o dowód)
Kupiłem rozjaśniacz, fioletową farbę (już koleżanki na początku roku się rozemocjonowały). Do szkoły przyszedłem w lnianej marynarce, całkiem wygodna. Do tego w H&M kupiłem bluzę sportową i chyba dzisiaj ją przetestuję na siłowni, bo wracam po miesiącu.


Reszta podręczników już dokupiona.
A ja w sobotę w końcu kupiłem tę pandę, o której marzyłem. Zapłaciłem 50 złotych bez grosza. Przejechałem 25 km i przeszedłem piechotą kolejne 5, po to by ją kupić, nic innego, tylko ją. Zajmuje mi pół łóżka, ale fajnie się ją przytula 

piątek, 31 sierpnia 2018

Urzędy i fotografie

 Byłem dzisiaj w urzędzie po wniosek o wydanie dowodu osobistego. Za 10 dni będę miał już osiemnastkę. Do tego poszedłem do fotografa, bym mógł mieć zdjęcie do dowodu. Niestety do urzędu pójdę dopiero w poniedziałek, bo weekend przed nami. To drugie, większe zdjęcie natomiast trafi do ulotki wyborczej.
Może i nie mam radości wypisanej na twarzy, ale jak najbardziej się cieszę :)

czwartek, 30 sierpnia 2018

Kompleksy, czy zazdrość?

Wszystko zaczęło się w sobotę. A właściwie nie w sobotę, ale sobota to taki punkt kulminacyjny do dzisiejszego posta i tego, który został opublikowany przeze mnie na wykopie 10 godzin temu, kiedy jeszcze byłem u babci. Znam dużo facetów o tej samej orientacji co ja przez Internet, nie tylko z Wykop.pl. Są oni starsi, dojrzalsi, ale długo czekali na to by się ujawnić. Nawet przed samym sobą. Ja to już zrobiłem przed samym sobą wieki temu, może w 6 klasie.
Jest jedna rzecz, która mnie z nimi łączy, dzieciństwo spędziłem w biednej, katolickiej rodzinie (no, nie do końca jesteśmy biedni, ale też nie możemy sobie pozwolić na wiele). Oni wszyscy z tego wyszli i wiodą normalne życia, dorosłe, pełne przygód. Zarabiają nieźle (no, nie wszyscy, ale każdy zarabia godnie na dobrym stanowisku, albo uczy się programowania) i pozwalają sobie na to, na co ja nie mogę sobie pozwolić. Wyjścia ze znajomymi (ja też mam znajomych, uwielbiam to co robimy razem), ciuchy nie z lumpeksu itp. Ostatnio dopadły mnie, takie jakby kompleksy. Tak na to wszystko patrzę. Czuję się gorszy, mimo że mówią mi, że jest inaczej. Że tak naprawdę dam sobie radę, że ciężką pracą wszystko osiągnę. Tak jak oni - lepsze życie, dobrą pracę, partnera... Mówili mi jakie mieli oceny, jak im poszła matura (rewelacyjne oceny i jeszcze bardziej zachwycająca matura, źle się czuję ze średnią np. 4,06 w 1 LO, mimo że to dobra średnia), radzą mi co ja mam robić, a ja się boję, że sobie nie poradzę tak dobrze jak oni. Dzieli nas niewielka różnica wieku, są starsi o 3, 5, albo maks. 10 lat. Studiują, albo dopiero co skończyli. Mają różne talenty (uważam, że też mam talenty, ale te nie są raczej przydatne w życiu zawodowym, no chyba, że znajdę taki zawód, w którym umiejętność odpowiedniego wyszukiwania i posługiwania się danymi statystycznymi jest przydatna), dzięki którym ich praca jest dla nich przyjemnością.
Co jeśli mi się nie uda? Marzę o studiach w Warszawie, o wiedzeniu dobrego, ustatkowanego życia. Ja wierzę, że uda mi się osiągnąć sukces, tak jak im, że będę dobrze zarabiał, że będę miał cudownego partnera, że będę miał super dom, że będę miał lepszy styl, że będę mógł sobie pozwolić na więcej przyjemności... Ale z drugiej strony, czuję tę niepewność.
Odczuwam potrzebę opublikowania czegoś takiego, po prostu czuję się lżej jak to piszę.

niedziela, 26 sierpnia 2018

Sesja w polu



Wiatr wieje, ciepło na zewnątrz, a ja wychodzę na dwór (a tak dokładniej na pole)... i pozuję. 

środa, 22 sierpnia 2018

Spacery wiejskie

Uwielbiam wychodzić na spacer kilometr albo dwa od domu z psami i myśleć o niczym i śpiewać w otoczeniu natury, zieleni i żadnych ludzkich śladów.


Wczoraj było gorąco, dzisiaj jest jeszcze goręcej. Psy chłodziły się w wodzie.
Cisza i spokój. Czasami trzeba takiej odskoczni.

wtorek, 21 sierpnia 2018

Kampania wyborcza?

Do napisania tego posta nakłonił mnie pewien artykuł na stronie Łęczyńskiej Wspólnoty.
Otóż, chcę udowodnić, że każdy spór można merytorycznie przedyskutować, bez żadnych wyzwisk, same fakty.
Jak wiadomo, wybory na szczeblu lokalnym są równie "ubłocone", co te na szczeblu krajowym, lecz ja nie zamierzam rzucać błotem, tylko pokazać, dlaczego głos oddany na naszą obecną łęczyńskią "partię rządzącą" jest głosem straconym.
To są tylko i wyłącznie moje własne obserwacje, które publikowałem tu na moim blogu w ciągu ostatnich 3 lat (w piątek mój blog skończył 3 lata :D).

  • Oblodzone chodniki - jak co roku z lodowiska są nici, wówczas gdy np. taka mała wieś Puchaczów pokazuje na co ją stać i robi takowe. My, mieszkańcy Łęcznej mamy natomiast lodowiska stworzone przez naturę, na chodnikach. Rozumiem gdyby lód leżał na ulicy jeden dzień, bo nie wszystko da się załatwić od razu, ale on czasami leżał i cztery.
  • Ciemność na ulicach - gdyby to miało miejsce tylko raz, to bym dał spokój, ale często w różnych miejscach w mieście prąd jest wyłączany i czasem trzeba iść po omacku przez nawet pół kilometra. W centrum dwudziestotysięcznego miasta powiatowego
  • Dzika Łęczna - chodniki pęknięte, zieleń miejska zaniedbana. Sam początek ulicy Polnej, czyli tereny koło Jyska, Media Expert i dużego Tesco to obraz nędzy i rozpaczy, ale jej fragment przy domu burmistrza to równiutka droga, bez żadnych dziur. Łęczna to chaszcze, nieużytki i pola. W niczym nie przypomina ładnie zabudowanej przestrzeni, takiej jak np. w Hrubieszowie, w którym byłem w tę sobotę.
  • Radni - proszę przeczytać jak jesteśmy traktowani.
  • W Łęcznej absolutnie nic się nie dzieje - Działka na Polnej, z nią można było zrobić wiele. Moi rówieśnicy często narzekają na to, że Łęczna jest nudna i całe życie skupia się do wyjazdów do Lublina i czerpania tam rozrywek. Niby Świdnik ma bliżej do Lublina, ale stać ich na kino, centrum handlowe z pierwszego zdarzenia, albo imprezy kulturalne ze znanymi, polskimi artystami, a nie Disco Polo za 10 złotych za wstęp.
Na sam koniec, mój konik, czyli demografia. Na podstawie moich obserwacji powstał nawet artykuł na lle24.pl - Link. To fakt, Łęczna bardzo szybko się wyludnia, lecz warto też dodać, że 2 miasta, które wyprzedzają Łęczną straciły dużą liczbę mieszkańców poprzez zmiany administracyjne (ubyło im powierzchni), my w tamtym czasie również mieliśmy zmianę administracyjną, lecz sęk w tym, że Łęcznej nam przybyło, a nie ubyło.

niedziela, 19 sierpnia 2018

Wieś spokojna i wesoła

Jak zwykle na wakacje zajechałem na wieś. Rzadko kiedy nasza jedenastka kuzynów widzi się w jednym miejscu. Dzisiaj już ta liczba się zredukowała i jest nas już tylko osiem.
Wybraliśmy się wieczorem na rowery. Ja, Ola, Kinga i Patrycja. Na półmetku spadł mi łańcuch i nie mogłem go nałożyć, więc ponad 4 kilometry musiałem prowadzić rower z Olą obok. Udało nam się dojechać bez szwanku na..
Wieczorny grill. Na moich kolanach siadła dwójka małych kotków, która się koło nas błąkała. Fajna wiadomość, kuzyn w piątek zdał prawko.
Impreza była całkiem przyjemna, ale jeszcze fajniej było po niej.
Wieś się zmienia. Tutaj np. nowe ogrodzenie.
Kuzyni mają super komputer. Monitor i banan dla skali.
Znalazłem też list od siebie z przeszłości. Z rysunkiem dołączonym obok i zestawem 20 pytań, których postanowiłem nie publikować.

piątek, 17 sierpnia 2018

Ostatni raz w szpitalu dziecięcym, będę miał piercing?

Ostatni raz trafiłem na oddział w szpitalu dziecięcym w Lublinie. Wszystko było związane z tym, że kończę 18 lat i nie będę poddawany już leczeniu w tej placówce. Na szczęście mój nowy diabetolog "dla dorosłych" mnie zna, bo także jest lekarzem w tym szpitalu, do którego chodziłem dotychczas. Dzisiaj, przed powrotem (byłem tam 5 dni, od poniedziałku) poszedłem na szkolenie z panią dietetyk (która notabene jest pierwszą osobą pracującą na oddziale diabetologicznym, którą pamiętam, bo z nią miałem kontakt od razu po wybudzeniu mnie ze śpiączki ketonowej w styczniu 2005 roku, to był początek mojej cukrzycy, ja płakałem, że chcę zupę, a ona nie miała mi jak jej dać), która także doradzała mi nt. żywienia przy siłowni. Razem ze starszym kolegą pokazywaliśmy mamom dwóch świeżo upieczonych cukrzyków jak wyglądają nasze pompy insulinowe. Do tego dostaliśmy kilka poradników, zanim wyruszymy w dorosłe życie. Jeden mnie zaintrygował. Dotyczy on tatuaży i piercingu przy cukrzycy. Od razu mi się to spodobało, bo chcę po osiemnastce zrobić sobie piercing, tatuaże mnie aż tak nie jarają, ale możliwe, że kiedyś zrobię sobie jakiś mały. Na szczęście, poradnik twierdzi, że tatuaże przy cukrzycy nie są szkodliwe, piercing tak samo, ale trzeba być bardziej ostrożnym przy przekłuwaniu skóry. Może dojść do zakażenia, które doprowadzić może do kwasicy ketonowej albo notorycznie podwyższonego cukru we krwi. Oczywiście zamierzam być ostrożny w tych kwestiach.
Tutaj moje selfie na moim Instagramie w Ikei w Lublinie. Pojechaliśmy tam z rodzicami zaraz po opuszczeniu szpitala. Chciałbym mieć tę pandę. Możliwe, że kupię ją sobie na urodziny. Cena: 50 złotych.

czwartek, 9 sierpnia 2018

Lublin w kilku fotografiach

Czekałem wczoraj na kumpla na Placu Litewskim w Lublinie i pomyślałem, że mogę sfotografować co nieco.

Tutaj w drodze powrotnej

Kolejny dzień męczą nas upały. Na słońcu nie da się normalnie wytrzymać.
Uwielbiam te fontanny :)

środa, 8 sierpnia 2018

Podsumowanie Instagrama. Czerwiec 2017 - Sierpień 2018

Nudzę się, nie mając nic do roboty postanowiłem powspominać sobie ostatni rok.
Przeglądam sobie moje social media i mojego bloga i tak się zastanawiam - dlaczego czas tak ostro zapierdziela?
Niektórzy ludzie rzadko wrzucają zdjęcia. Potem je często usuwają. Według mnie to nie ma sensu. Nie warto powspominać tych wszystkich fajnych rzeczy jakie się robiło? Nie tylko ze znajomymi.
Wspomnienia teraz można przechowywać w Internecie. Taka magia czasów. To jest piękne. Kiedyś tego nie było. Często się zapomniało tych wspomnień ze względu na ich zbyt dużą ilość.
Podoba mi się to i tyle.
Bo to jest ciekawe.