czwartek, 25 maja 2017

Ganiam po dworze, bom ja infantylny

Zdjęcie zrobione przez koleżankę. Jak zwykle dzisiaj się spotkaliśmy. Siedziałem przed laptopem, gdy zapukały do drzwi. Wziąłem ze sobą skakankę. Dawno nie widziałem jednej z dziewczyn, ale jak graliśmy w ziemię, to musiała uciec by uczyć się na sprawdzian. Mam koleżanki na początku gimnazjum i pod koniec podstawówki, ale i tak uważam, że jest fajnie. Byliśmy kilkakrotnie na fontannach, w sklepiku osiedlowym kupowałem trzy oranżadki w proszku. Złotówka i pięć groszy, a smak dzieciństwa przywrócony. Graliśmy w szczura przed urzędem miasta, rozmawialiśmy o nauczycielach w gimnazjum (mamy jedną wspólną nauczycielkę, której wszyscy nie lubimy). Raz w międzyczasie gdy czekaliśmy na jedną dziewczynę, ja wówczas poszedłem do domu po portfel i po to by móc napić się wody. Poszliśmy o dwudziestej do Lidla, gdzie płaciłem kartą kredytową. Bałem się, bo mi kartę odrzuciło, ale to tylko jeden przypadek. Jesteśmy totalnie szaleni. Dawno też nie słyszałem o osiedlowych konotacjach. Ponoć jedna z dziewczyn to straszna plotkara. To za mało powiedziane, ale szkoda gadać. Jeszcze posiedzieliśmy na ławkach w parku, a potem na siłowni przy placu zabaw. Wróciłem do domu o 21:30. Było ciemno.