sobota, 11 marca 2017

Lubelska sobota

Wczoraj mówiłem, że dzisiejszy dzień był okropny. Muszę więc cofnąć słowa, bo był idealny.
 Pojechaliśmy do Lublina, do Centrum Kultury.
 Ale nie tylko.
 Do CK musieliśmy pójść najpierw, bo gonił nas czas. Seans rozpoczynał się o 13:30.
 Na szczęście zdążyliśmy. Film "Pokot" w reżyserii Agnieszki Holland. Mocny. Różne przemyślenia przychodziły mi do głowy. Min. kim jest człowiek wobec siły przyrody? Czemu przywiązujemy się do niektórych rzeczy, które po naszej śmierci nie zabierzemy ze sobą do grobu?
 Tak naprawdę jesteśmy obojętni na morderstwa zwierząt, bo się do nich przyzwyczailiśmy. Widzimy połacie mięsa w witrynach okien i nie mamy świadomości, że są to martwe istoty, które kiedyś żyły, a zostały brutalnie zamordowane. A może ją mamy? Tylko nie chcemy się do niej przyznać?
 Wiem, że takie są prawa natury. Silniejszy zabije słabszego, bo sam nie wytrwa, ale jednak jest coś w tym filmie.
 Naszym następnym celem była wystawa w CSK.
 Wystawa Bohdana Butenki.


 Nie robiłem zdjęć, poza tymi dwoma wyjątkami. Wolałem pozachwycać się niż fotografować.
 Po wyjściu mieliśmy iść od razu do restauracji, ale Jasia coś napadło, żeby pójść do galerii "Labirynt". Nie cierpię sztuki współczesnej. Mieliśmy też pecha, bo podczas zwiedzania trafiliśmy na performance. Boże, to było strasznie żałosne. I to wszystko w imię sztuki.
 Mieliśmy iść do Hadesa "Szerokiej Restauracji" tuż przy Bramie Grodzkiej na tarty, ale niestety mieliśmy pecha i restauracja była "zarezerwowana".
Poszliśmy więc do Biesa. Restauracji w piwnicy, która była strzałem w dziesiątkę. Wystrój typowo średniowieczny, wszędzie diabły z rogami (na karcie dań, na suficie, na ścianie), kategorie dań podzielone na grzechy główne (najbardziej spodobało nam się "nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu", czyli gotowe dania dla 4 osób za 61 złotych, możliwe, że kiedyś kupimy). My zamówiliśmy dwie tarty (serową z cebulą i szpinakiem, oraz z grillowanymi warzywami i serem feta) oraz dwie herbaty dla mnie i Jasia. Dostaliśmy w gratisie po cukierku.
Do domu wróciliśmy o dwudziestej, ale z poczuciem niestraconego czasu.