środa, 29 marca 2017

Lody i ulewa

Na pierwszej lekcji (historia) mieliśmy debatę na temat Unii Europejskiej. Utworzyliśmy dwie dwuosobowe grupy. Modliłem się, żeby kolega z przeciwnej drużyny wylosował argumenty "za", bo ja miałem mnóstwo argumentów na ten temat. Zaczęło się niewinnie. Zaletą unii jest podróżowanie, łatwość zdobycia legalnej pracy itp. Obalam: to nie zasługa Unii tylko strefy Schengen, a tam nie trzeba mieć członkostwa UE, żeby tam należeć. Przykłady: Norwegia, San Marino i Szwajcaria spoza UE, oraz Bułgaria i Rumunia z UE, które nie należą do SS. Potem na ten temat pani wspominała o zamachach terrorystycznych, bo dodatkowo opisałem, że likwidacja granic równa się likwidacji ceł i wpuszczaniu do Europy (z nakazu urzędników) uchodźców. Uogólniłem i powiedziałem terrorystów, przez co oburzyłem jednego kolegę (który potem nieźle włączał się do dyskusji, a dyskusje uwielbiam). Może i ten zamachowiec z Londynu, i ten z grudnia z Berlina, to samotne wilki, a samotne wilki są częściej występującym rodzajem zamachowców, ponieważ, jak to pani powiedziała (pomagała nam, bo nikt nie chciał się włączać, no prawie nikt): "Terroryzm słabnie". Jedna z koleżanek wspomogła mnie twierdząc, że imigranci (bo nie uchodźcy) może i nie odpowiadają za terroryzm, ale za gwałty i kradzieże już tak. Dodatkowo dorzuciłem, że o tym jest dużo w mediach. Argument kolegi był taki, że Polacy w Wielkiej Brytanii kradną i siedzi ich dużo w więzieniach. Na wszystkie ataki musiałem odpowiadać, ale jakoś dałem radę. Podoba mi się coś takiego. Na następnej lekcji dokończymy tę pogawędkę. Nie mogę się do czekać, aż powiem o biurokracji, urzędnikach, limitach produkcji.
Ufff. Czaszka mi pęka, ale pozostałe godziny nie były takie mózgołamiące (nowy neologizm, a co :D). Na dworze było strasznie ciepło. Na przerwach ludzie wychodzili na lody i je jedli na korytarzu. Chcieliśmy na ostatnim wuefie wyjść na dwór, ale dziewczyny nie chciały i ćwiczyliśmy (ja nie, ponieważ do tej pory boli mnie wczorajszy skurcz) w sali.
Wychodząc ze szkoły strzeliłem sobie selfiaka, bo słońce naprawdę dawało czadu. Jak już byłem w autobusie, to niebo nieco szarzało, a jak już z niego wychodziłem w Łęcznej, to zaczął kropić deszcz, a dosłownie minutę po moim wejściu do mieszkania chmura się urwała i lunął straszny deszcz. Normalnie milion kropel na sekundę. Dzisiaj było posiedzenie rady miasta. Ciekawe co tam się działo.