czwartek, 23 lutego 2017

Wyobrażenie mojej filozofii, cyklu odrodzeń naszego wszechświata na podstawie dzieł Nietzschego, mitologii rzymskiej, moich myśli oraz religii chrześcijańskiej i hinduskiej

Tytuł mojej wymarzonej pracy doktorskiej. A dokładniej przedstawię wam to tak:
Wszechświat się odradza. Nie możemy mieć pewności, że jego wielkość jest stała, ale wiemy, że jego widoczność się zwiększa. Tzn. że z czasem widzimy coraz więcej jego przestrzeni. Jednak, czy wszechświat ma swe granice, które w końcu zostaną "odkryte" przez światło? Czy światło nie doleci tam nigdy, bo tej granicy nie ma? Można by tak sobie pogdybać. W pewnym momencie wszechświat powraca do stanu sprzed Wielkiego Wybuchu. Każdy organizm wówczas powstały jest prymitywny. Rozwija się z czasem. Od prostego organizmu, po kwiatek, potem człowieka, kota, kosmitę, a potem w inną formę bytu. Wyobraźcie sobie, że podejmujecie decyzję co zjeść. Macie do wyboru ciastka i lody. Wybieracie te drugie. Nie ważne co wybierzesz, masz tylko iluzję wyboru. Wszystkie twe "samodzielne decyzje" są narzucane przez to, że to wydarzyło się w poprzednim życiu wszechświata. Za to wszystko odpowiada Bóg. Żywot duszy w formie różnych istot opisują trzy główne nauki, które dzielą się na inne, mniej ważne. Są to:
  1. Filozofia - kształt bytu, mądrość ludzka, egzystencja
  2. Matematyka - otrzymywanie ścisłych wniosków z danych założeń. Opisywanie samego wszechświata.
  3. Przyroda - Opisywanie zjawisk panujących we wszechświecie (rozmnażanie, grawitacja, oddziaływanie ciał)

Nie jestem fizykiem, ani matematykiem. Są to po prostu moje skromne przemyślenia.

 A żeby nie było. Dzisiaj nasz kochany Tłusty Czwartek.
 I ładna pogoda.