wtorek, 24 stycznia 2017

Umieram

Od samego początku dnia coś się ze mną dzieje. Obudziłem się o czwartej z ogromnym uczuciem gorąca i z bardzo bolącym gardłem. Towarzyszył mi kaszel i, według relacji brata, okropne jęki. Rano powiedziałem mamie, że nie dam rady chodzić o własnych nogach, i do tego bolał mnie kręgosłup i kolano. Przez cały dzień jadę na lekach i na dwóch serkach. Oczywiście musiałem z rodzicami pojechać do Wojewódzkiego Szpitala na badania w związku z przyznaniem mi renty na moją chorobę. W szpitalu miałem gorączkę 39.1 stopnia, ledwo chodziłem i jęczałem. Wizyta u okulisty i diabetologa minęła tak długo jak okres obiegu Neptuna wokół Słońca. Były pustki, więc leżałem na 4 krzesłach przykryty kartką. Cierpiałem. Mocno. Całą drogę samochodem albo przeleżałem, lub siedziałem milcząco. Po powrocie do domu położyłem się do łóżka i się wygrzewałem z pomocą mamy i jej olejku miętowego. Nie czuję się już tak źle, ale dobrze nie jest. Pozdrawiam.