niedziela, 29 stycznia 2017

Te myśli mnie dręczą

Dzisiejszy dzień był pełen skłonności do przemyśleń. Na serio. Każdy przecież ma własne marzenia i dąży do ich spełnienia. Dzięki nim człowiek staje się szczęśliwy. Ale jednak... czy to jest sens naszego bytu? Żebyśmy my byli szczęśliwi w chwilach, gdy w drugiej części globu, dzieci głodują, trwają wojny i bieda? To samolubne, nieprawdaż? Żyjemy w świecie, gdzie jednocześnie panują okropne warunki do życia, ale też jednocześnie istnieją grupy ludzi, które chcą pomóc. Niestety tych ludzi jest stosunkowo niewielu, bo jednak ludzkość to w znacznej mierze idioci, którzy myślą o byciu popularnym, pięknym, wiecznie młodym. Tylko, czy to co po sobie zostawimy będzie zapamiętane? Czy ślady, w postaci trendów, zostaną odkryte przez naukowców za miliony lat? Czy ząb czasu nadgryzie je tak mocno, że o nich zapomnimy? Co jest po śmierci? Czy pozwoli to nam zapamiętać na zawsze ludzkie ślady? Czy po śmierci kształtuje się jakaś świadomość, która na to pozwala? Czy po śmierci "COŚ" czujemy? Tyle pytań byłem w stanie dzisiaj zadać. Myślałem o radosnych wspomnieniach, które kształtowały mnie samego. Myślałem o tym jak wyglądał dawniej świat moimi oczami, a którego nikt raczej nie doświadczy. JUŻ nie doświadczy. Bo czasy się zmieniają.