czwartek, 10 listopada 2016

Gra Miejska - Lublin 1918

Podczas gry. Nie wyszedłem zbyt korzystnie na tych zdjęciach. Nie jestem fotogeniczny.
Ale zacznijmy od czego innego. Tutaj zasady (nie po kolei)


Otóż, około godziny 8:30 spotkaliśmy się w dziewiątkę (mieliśmy dodatkowego oratora i militarystę)
pod szkołą i wyruszyliśmy w stronę lubelskiego oddziału Instytucji Pamięci Narodowej. Po drodze znajdowałem monety (dwie jednogroszowe i jedną dziesięciogroszową) i żartowaliśmy sobie, że przyniosą nam szczęście i jeśli przejdziemy jeszcze trochę, to nas na drożdżówkę będzie stać. Przybyliśmy jako drudzy. Jakież było zaskoczenie, że udział w konkursie wzięły udział tylko 3 licea! Nasz dowódca wylosował trzecią pozycję startową, dzięki czemu mieliśmy o 20 minut więcej przygotowania od poprzednich. Startowaliśmy bowiem co dziesięć minut. Dostaliśmy fajne odblaski w barwach flagi wraz z nazwą naszej specjalności. Ja byłem oratorem i zadanie wykonywałem pierwszy. Wylosowałem dwa łatwe słówka i jedno trudne. Na początku konsultowałem się z grupą i oratorem zastępczym, po czym poszedłem na żywioł. Z początku szło mi nieźle, ale pod koniec zmaściłem. 7/10 punktów dla mnie i 5/5 dla grupy za zgranie. Jakaś grupa miała ponoć 4/10.
Potem na zamku swoje musiał wykonać historyk. Dobrze mu poszło i również dostał 7/10. Potem szwendaliśmy się po dziedzińcu w poszukiwaniu symbolu legionów polskich (bo tak nam żołnierze powiedzieli), ale nic nie znaleźliśmy (później okazało się, że zrobili nas w bambuko, bo myśleli, że coś tam mamy znaleźć skoro pozostałe grupy tam wchodziły i robiły zdjęcia), przez co straciliśmy tylko cenny czas.
Trzeci etap. Trzech członków grupy. Najpierw sportowiec czyta tekst, potem nam go streszcza z pamięci. Następnie zaczyna szukać łusek od amunicji położonych w trzech różnych kupkach. Poruszać miał się jak najniżej (chodził jak kaczka) i nie mógł wypuścić ani jednej łuski na ziemię. Wracał się trzy razy, bo za jednym razem by nie przeniósł wszystkiego, ponieważ to była spora liczba tychże amunicji.
Następnie regionalista szedł z nauczycielem do pewnego budynku i miał wykonywać zadania z kartki. Wszystkie były na jego temat. Np. ile okien było na parterze. Wszystkie pytania mieliśmy bezbłędnie. Potem 5 z nas pobiegło szukać plakaty. Po 30 sekundach znalazłem swój. Był przyczepiony do ściany teatru im. Juliusza Osterwy. Potem przyszli pozostali z czterema. No i git. Maks. punktów. Ale podjarany byłem.
Potem linia Bystrzycy. Most niedaleko MOSiR. Koleżanka z klasy jest mediatorem z POW i musi umówić się z dowódcą wojsk rady regencyjnej aby... no właśnie nie pamiętam. Wyleciało mi z głowy, ale potem pamiętam argumentację... Co to było! Najpierw wrzask generała, a potem nieśmiałe tłumaczenie się koleżanki. Ostatecznie jakieś tam punkty dostaliśmy.
Na sam koniec, szliśmy za żołnierzami szliśmy w stronę bazyliki. Tam napotkaliśmy całą grupę żołnierzy, z którymi mieliśmy pozostałe zadania. Na murku leżały zdjęcia i nasi militaryści mieli za zadanie wskazać żołnierzy, którzy walczyli podczas I Wojny Światowej. Maks. 10/10.
Jeden z żołnierzy opowiedział, że stoi tu od dwóch godzin i jeden taki pan podszedł do niego i zapytał czy jest parkingowym. Poważnie. Ten żołnierz miał karabin, czapkę i kilka odznaczeń. Tak wygląda parkingowy?
Na miejscu mieliśmy poczęstunek.
Zajęliśmy drugie miejsce. To strasznie frustruje.
Nagrody jednak nie były złe:

A tu są gołębie, które widziałem pod dworcem rano.