poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Carpe diem 14 - Magiczne miejsce

Dzisiejszy dzień pełen był atrakcji. Rano kuzyni oglądali beze mnie Angry Birds. Teraz oglądają go po raz 3. Potem obejrzeliśmy Zoolandera 2, ale mama mi pod koniec kazała iść na dwór. Zanim to się stało, to znaleźliśmy selfie Biebera, które zrobił w filmie na jego Instagramie. Do tego znowu jeżdżenie na rowerze, ale tym razem znaleźliśmy lepsze górki. Pomagałem też rozrzucać słomę. Ile było śmiechu. I przekleństw. Po południu wraz z Kingą i O. poszliśmy do "magicznego miejsca" i nagrywaliśmy teledyski do musical.ly i gadałem tyłem na jej story do snapchata. W sensie, że np. mówiłem "ćam awruk" i O. puszczała to od tyłu. Próbowaliśmy też zrobić groupie na Insta, ale nie daliśmy rady. Kinga zrobiła nam kawę (teraz wiem gdzie trzyma cukier w kostkach, hihihi....). Oprócz tego grałem w "The Wolf is among us" (czy jakoś tak), a Jasiek grał w "The Walking Dead 2". Przejechałem P. po nodze gdy jechałem deskorolką w salonie. Kopnęła mnie w plecy...
Calodniowa beka utrzymywała się do prawie nocy. Dziewczynki się bawią, albo grają na laptopie w kuchni, upał szaleje i plecy mnie bolą.
Kacper przed chwilą rozwalił system. Ulepił z naleśników... penisa.