niedziela, 7 sierpnia 2016

Carpe Diem 13 - Midnight Game, Duchy, Rowery i sklep

Przyjechałem przed 23. Wszyscy byli na nogach. Przywitałem się ze wszystkimi. Babcią, całą dziewiątką kuzynostwa i ciocią. M. pokazywał mi masę memów na swym telefonie. Pośmialiśmy się trochę i bawiliśmy na Snapchacie. A potem przejrzałem Instagrama P. Potem obejrzeliśmy  (ja po raz pierwszy, a oni już któryś) komedię: "Bracia z Grinsby". Jakie to było śmieszne. I chore. Oglądaliśmy go po północy i gdy się już kończył to przyszła ciocia i powiedziała, żebyśmy już kładli się spać. Dodatkowo podjadaliśmy cukierki, bo u babci i sąsiednim domu u cioci słodyczy jest na dostatek. Robiliśmy w nocy żarty Kindze. Kacper maczał jej po twarzy kremem, gdy spała.
Ranek. Uwielbiam ranki w Korytynie. Dziewczyny udawały, że śpią, by nie pojechać do kościoła. Z Kingą wyszliśmy pojechać na deskorolce, żeby rodzice mnie nie wzięli. Ja nie umiem jeździć, a ona tak. Potem dołączyła do nas O. Wtedy zauważyłem, że nasze auto wraca. Uciekałem przed nim, bo myślałem, że mnie chcą złapać. A tu okazało się, że to tata wraca. I podwiózł O. na podwórko.
Ja chyba muszę rządzić całą ekipą skoro ja mam wymyślać co dzisiaj robimy...
Pojechaliśmy z O. I Kingą do lasu na rowerach, a potem wraz z P. obmyślaliśmy Challenge, które zrobimy. Zagramy w "Midnight Game" po północy, tj. ja, Kacper, Kinga i Dominik, a P. i O. będą nagrywać na snapie. Potem weszliśmy na strych i wzięliśmy zabawkową ulicę z dzieciństwa i ją złożyliśmy. Zrobiliśmy wojnę na snapy. Zjedliśmy obiad i wyruszyliśmy na rowery z P. O. i Kingą do Mołodiatycz do sklepu i do Trzeszczan. P. na początku zrezygnowała, bo jej rower nie pasował. Mój nie ma pedała, lekko sflaczałe opony i może od niego odpaść kierownica. W sklepie pani poznała, że jesteśmy wnukami babci Marysi i pytała czyimi jesteśmy dziećmi. Dziewczyny kupiły lody. Ja też + do tego sól. Na przystanku w Mołodiatyczach w drodze powrotnej robiliśmy żarty przez telefon i zrobiliśmy wspólne Groupie. Do tego O. wysłała moje dziwne zdjęcie na snapie. Zgadnijcie do kogo. Do Suchara Codziennego, Naruciaka, Kamili Ibrom, Sarsy, Saszan i inmych celebrytów. Byliśmy wykończeni po tej całej jeździe. Szczególnie ja, ponieważ wpieprzyłem się w pokrzywy. Cały czas gdy mówimy o jutrzejszym dniu, to mówimy: "jak dożyjemy".
Byłem też świadkiem okropnej kłótni.
Najlepsza jednak była akcja kiedy wziąłem dla siebie witaminy w musujacych tabletkach i wszyscy nagle je chcieli. Wziąłem całe opakowanie. Najpierw Kacper wziął kilka, a potem się wykrzywiał, Mat. tak samo, a ja nie drgnąłem. P. i Kinga brały po jednym. P. wzięła opakowanie i powiedziała, że spożywanie w dużych ilościach może mieć efekt przeczyszczający. Potem wszyscy wypluwaliśmy to z balkonu i była przy tym kupa śmiechu. Poszliśmy jeszcze do sklepu. Cały dzień to jedna, wielka beka. I super. A w "Midnight Game" nie gramy.