środa, 8 czerwca 2016

Pinball

To ten kolejny dzień z serii "luźne". Na fizyce film o mikroświecie, na WDŻ oglądaliśmy filmy jak reprezentacja Polski bawi się we Francji, na historii dokończyliśmy oglądać "Jeszcze większe dzieci" bo wcześniej oglądaliśmy to na matmie (beka), a na polskim "Folwark zwierzęcy". Innymi słowy - filmowy dzień. Nie licząc dwóch godzin wuefu.
Po lekcjach musiałem czekać godzinę na konkurs w Pinball (ten, co jest automatycznie na Windows XP), który wymyśliła Jola. Grały 4 osoby, więc nudno nie było. Powiem jedno. Tego nikt się nie spodziewał.
W pierwszej rundzie zająłem ostatnie miejsce. 963 tysiące punktów :(
W drugiej natomiast działo się dużo, ale od początku.
Rozmowy szczególnie musiałem zapamiętać.
Pani Z: Konrad, tylko pamiętaj, żeby znowu nie okłamać mamy.
K: Ale ja jej nie okłamałem.
Ja: Jak to nie? Powiedziałeś jej, że uczyliśmy się geografii, a tak naprawdę paliliśmy trawę.
Śmiech ogromny wybuchł, a ja dopiero dowiedziałem się o co chodzi. Tak naprawdę podpalaliśmy wysuszone źdźbła. Heheszki.
K (do Joli): A co? Zabijesz mnie?
Ja: Nie. Pożre cię.
Jola w śmiech
Ja: Chociaż nie. Konrad nie ma przecież właściwości odżywczych
W drugiej rundzie poszło mi najlepiej. Gdy miałem już ponad milion punktów, Jola powiedziała, że będę miał 2, a potem było całkiem blisko 3. Znowu mieliśmy bekę, ale największy stres był przy sumowaniu punktów z obu rund. Na szczęście wygrałem, chociaż się tego nie spodziewałem, bo szło mi naprawdę słabo. Heheszki.
Po wszystkim zrobiliśmy sobie grupowe selfie.

Po wyjściu z K ze szkoły, dowiedzieliśmy się, że pod oknem stały pani psycholog i dwie nauczycielki (robiły transparent) i powiedziały, że kibicowały nam przez okno. Jakież to było urocze.