środa, 1 czerwca 2016

Dzień Dziecka

Cóż za przyjemny dzień. Na drugiej godzinie lekcyjnej odbył się konkurs talentów pt. "Mam Talent". Strasznie się z Jolą nim stresowaliśmy, przed naszymi występami. Ja występowałem jako szósty (Boże, jaki miałem aplauz, ludzie aż piszczeli. To był jeden z trzech lepszych), a Jola ósma. Łącznie było 12 występów, z czego: ja gwizdałem, dwie dziewczyny tańczyły w duecie, a reszta śpiewała (w tym jeden zespół). Gwizdałem piosenkę z Eurowizji. To wiadomo. Mikołaj nagrywał moim aparatem. Bardzo się ludziom podobała. Zaczepiali mnie ludzie na korytarzu i mówili, że jury było chamskie, że mnie nie wyróżniło. Same jury mnie zaczepiało i mówiło, że jest świetnie, więc podejrzewam, że tak było i nie przejmuję się przegraną.  Jedna z pań powiedziała, że śpiewałem bardzo czysto.
Potem odbył się turniej sportowy dla klas I, II i III osobno. Przypadkiem znalazłem się w reprezentacji klasy. 3 chłopców i 3 dziewczyny. Zawody odbywały się na dworze pod opieką wuefistów i nauczycielek ze świetlicy. Konkurencje były różne. Trzeba było:
  1. Wyciskać 30 kg na klatę. Ile da się radę w 30 sekund. Ja zrobiłem 10 (dziewczyny musiały robić pompki damskie)
  2. Kręcić się wokół piłki 13 razy (dziewczyny 8), po czym trzeba było trafić do bramki. Udało się to chyba dwóm lub trzem osobom, ale nie mi.
  3. Kopnąć piłkę zza białej linii (dziewczyny z niebieskiej, która była bliżej) do bramki, ale tak, żeby była w powietrzu. Nie pamiętam czy komukolwiek się udało
  4. Kopnąć z miejsca piłkę, tak, żeby  trafiła w poprzeczkę (chyba jedna osoba to zrobiła, ale wszyscy byliśmy bardzo blisko)
  5. Rzucać miotłą w balony tak, żeby pękły (tylko mi się udało :P)
  6. Zrobić slalom z ogromną piłką wokół pachołków. Liczył się czas całej grupy. Nie byliśmy źli. Mieliśmy chyba 3. miejsce
  7. Skakać z balonami między nogami i podawać zawodnikowi naprzeciwko trasy. Najlepsi.
  8. Rzucać beretami. Jak najdalej. Nie mogły wylecieć poza bieżnię. Chyba jako jedyni wpadliśmy na pomysł, żeby je zwinąć w kulkę. Wtedy było lepiej rzucać, a wiatr, który wówczas wiał nie zrzucał ich z toru lotu. Ja rzuciłem 14 metrów, koleżanka 21, a jeszcze jedna 16. Chłopaki po kilka.
Panie w bibliotece wspominają dziadka Joli, bo je uczył historii.