poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Felerny dzień

Najpierw rano mama kazała mi zmienić wkłucie i mi nie wyszło (o czym się przekonałem w szkole, bo cukier skoczył do 400), przez co potem wkłucie musiała zmieniać mama (zostałem zwolniony, ale i tak nie było ostatniej matematyki, więc innymi słowy zwolniono mnie z przerwy), ale ma wrażenie, że jej nie wyszło, ale ja sam nie narzekam. Potem połamała mi się oprawka w okularach. Zdenerwowanie osiągnęło zenit.
.
Dzisiaj w naszej szkole odbyły się spotkania z licealistami, którzy promowali swoje szkoły. Najlepsze moim zdaniem jest liceum w Dubience, które ponoć skończyła córka pani Marylowej, która była sąsiadką babci w Kułakowicach. I na tym poprzestała.
Mama mówi, że za czasów województwa zamojskiego to było dobre liceum (kij z tym, że to było województwo chełmskie), do którego ciężko było się dostać.
Koledzy najbardziej jarali się faktem, że w niektórych szkołach jest darmowe wi-fi (w naszej nie ma).
Koledzy z ulotek robili sobie łódki i samolociki, a ja zostawiłem je i wziąłem do domu.
Dzisiaj dalej oglądaliśmy "Listę Schindlera". Brrr. Obrzydliwe sceny. Niestety prawdziwe i takie smutne :(
A jutro mamy kartkówkę z polskiego, więc pora na czytanie o małym sabotażu.