poniedziałek, 22 lutego 2016

Nagrywanie

Ten poniedziałek był czadowy. Naprawdę.
Przed spacerem dostałem drugą szóstkę z zachowania z całego tygodnia. W południe spacerowaliśmy z panią M. po centrum miasta. Kołobrzeg naprawdę mnie zachwycił.
Po obiedzie jak zwykle poszliśmy do szkoły. Na historii mieliśmy kart mówię z wieków i połów. Lata przed nową erą były trudne, ale dało się je zrobić. Dostałem 5.
Najintensywniejsza praca była na matematyce i polskim. Matma była prościutka i chyba dostałem ocenę za pracę na lekcji. Na polskim pisałem sprawdzian z neologizmów i w 10 minut co skończyłem. Miałem mało błędów, ale wiem, że sponsor nie może oznaczać wspomagania, tylko osobę, którą wspomaga. I tyle.
W piątek nie mogłem pisać konkursu z ortografii, ale pani była tak miłą osobą, że pozwoliła mi i koleżance (też chorowała) napisać go. Też skończyłem w około 10 minut. Niektórym ten czas starczył tylko na napisanie testu. Konkurs ortograficzny napisałem bezbłędnie. Z relacji pani.
Jutro drugi etap. Koleżanka też przeszła. W sumie 7 osób. W tym mój imiennik z o rok niższej klasy.
Na angielskim dostałem 5 za wybrane słówka. Pan podarował mi kserówki do zrobienia i muszę przyznać, że poniosła mnie wyobraźnia.
Na chemii nic ciekawego. Kwasy karboksylowe.
Po kolacji zabraliśmy się za kręcenie filmu na środowy projekt z polskiego. O miłości.
To było dziwne. Że niby strąciłem dziewczynie ubranie, że potem poszliśmy do kina (w sanatorium?!?), że siedzieliśmy na łóżku i pielęgniarka nas pogoniła (podczas kręcenia tej sceny dowiedziałem się, że dzieci wychodzą z okna na dach i tam palą papierosy. Pięknie. Ja w paleniu nie widzę nic przyjemnego. Ale to nie moje życie), że ona upadła, a ja zaopatrzony w telefon jej nie pomogłem, później okazało się, że mnie zdradziła i, że na końcu zostaliśmy przyjaciółmi i się pożegnaliśmy (w międzyczasie, jedna z dziewcząt wzięła ze sobą tobołek i kazała koleżankom zejść że stołu przy oknie, bo ona wychodzi i spierdala do Torunia, to mnie rozwaliło). Kręciło się fajnie, ale ominęła mnie gra w butelkę. W sumie to może nic nie straciłem? W końcu rutynę warto przełamać. Co wieczór gram.
Rozmawiając z mamą przez telefon dowiedziałem się, że Kicajew robi kupy na dywan i rodzicielka kazała mi go ukarać. Nagadałem mu przez telefon, a on uroczo go wąchał (tak mówiła mama).
Dyżur w nocy ma pani Ela. Bardzo ją lubię (zresztą tak jak inne, bo mnie także), ponieważ nie robi mi problemów. W porównaniu z innymi to ja jestem grzeczny. Pozostali to pielęgniarki obrażają. Nie dziwię się, że na nich wrzeszczą jak są chamscy i aroganccy...