sobota, 13 lutego 2016

Koleżanka udostępniła mi Internet

Dzisiaj nazwała mnie swoim ziomem. Fajna jest. Dzisiaj oddaję notatkę napisaną przeze mnie dzisiaj:
.
Wczoraj mieliśmy niezłą imprezę walentynkową. Organizowaliśmy ją. Tańczyliśmy nieźle, ale szkoda, że większość osób z naszego pawilonu podpierało ściany. Przed imprezą zrobiłem sobie selfie, a podczas niej wszyscy mówili, że mam fajną firmę na koszulce. Czułem się dziwnie, ponieważ nie znam MSI.
.
Dzisiaj podczas spaceru kupiłem sobie "Cosmopolitan" i muszę przyznać, że to nawet fajna gazeta (ale dla kobiet) z nowoczesnymi trendami, fajnymi zdjęciami modelek, modnymi ubraniami, ciekawymi wydarzeniami i kuponami rabatowymi. Mnóstwo tam emoji i hashtagów. Aż się z chłopakami o to kłóciliśmy.

Mama mi dziś powiedziała, że na polskie selekcje na Eurowizję jedzie zespół z okolic Łęcznej. Jejku!!! Aż się nie mogę doczekać pierwszej soboty po przyjeździe.
.
I wczoraj:
"Księżyc. Ty jak coś palniesz..."
"Ja ci zazdroszczę. Też tak chcę bez alkoholu."
Przedwczorajsza noc była tak śmieszna, że aż pielęgniarki musiały stać w naszym pokoju i nas pilnować. Dlaczego jeden z kolegów śmiał się bez powodu rozśmieszając tym przy okazji wszystkich? Bo powiedziałem wierszyk. Nie powiem go. Oszczędzę was.
.
Wczorajszy konkurs na szanty był świetny. Oczywiście z banderą, historią statku i szantą (większość z 7 grup miała "Morskie Opowieści")
wystąpiliśmy przed całym sanatorium. Oczywiście wszystkie grupy (oprócz ostatniej z naszego pawilonu, ponieważ oni to organizowali) też to robiły i moim zdaniem najlepiej poszło pierwszej. Następne konkurencje były jednak najlepsze. Np. mieliśmy dmuchać w statek, tak, żeby nie dotknął liny (czyli brzegu), ani przyklejonych kartek (reprezentujących latarnie morskie i inne statki). Każda grupa musiała robić to pojedynczo (w międzyczasie można było robić inne zadania), więc my z koleżanką dmuchaliśmy naprzemiennie i dostaliśmy dodatkowy punkt za brak oszukiwania i za to, że nie zderzyliśmy się z żadną przeszkodą. Na dodatek mieliśmy najlepszy czas. 2 minuty i 6 sekund. Konkurencji było mnóstwo. Trzeba było narysować flagę morską reprezentującą nasze inicjały, wykonać zadanie zapisane alfabetem Morse'a (rozszyfrowaliśmy słowo Ahoj, a później, że musimy zrobić 10 przysiadów i 5 pajacyków), czy nawet podpisać wszystkie rodzaje mew (nawet nie wiedziałem, że jest tyle gatunków). Mogliśmy też ułożyć z rozsypanek wyrazowych imiona i nazwiska znanych żeglarzy itp. (Vasco da Gama, Krzysztof Kolumb, Amerigo Vespucci i Odyseusz). Na szczęście mieliśmy kilku geografów. Musieliśmy także znaleźć w wykreślance słowa związane z morzem. Dodatkowo mieliśmy jeszcze znaleźć ryby ukryte w zdaniach (np. Koło Sośnickiej). Zabawa przednia. Aż 4 osoby z naszej grupy zapomnialy o kolacji (2 siostry, mój imiennik i ja) i się na nią spóźniliśmy. Po posiłku okazało się, że została nam tylko jedną konkurencja. Łowienie ryb.
Na podłodze leżały kartoniki z dziurami, a na nich wizerunki różnych morskich stworzeń. Zanim rozpoczęliśmy konkurencję okazało się, że nikogo nie było przy stole, więc wzięliśmy kartę z odpowiedziami i zrobiliśmy jej zdjęcie. Najlepsze, że potem zamiast te ryby łowić, mieliśmy je po prostu podawanie do ręki. Chłopak się tłumaczył, że każda grupa tak robi. Niestety. Kolejna grupa po nas nie miała takiego szczęścia, ponieważ na ich wyczyny patrzyła wychowawczyni. Złowili tylko 2 ryby, a my wszystkie 7.
Oddaliśmy kartkę z punktami jako drudzy. W wielu zadaniach mieliśmy maksimum punktów, ale w niektórych poszło nam słabo... Wyniki zostaną ogłoszone przed dyskoteką walentynkową. Dziś to my organizujemy...