piątek, 22 stycznia 2016

Głowa

Dzisiaj jak zwykle obudzony zostałem przed szóstą. Już o 7:20 miałem wychodzić do szkoły, gdy nagle stanąłem jak wryty i przypomniałem sobie, że... mam na 8:35. Ja szczęśliwy włączyłem laptop i zacząłem przeglądać różne strony. W międzyczasie mama zdążyła wyjść (nie wiem gdzie). Ostatecznie przejrzałem się w lustrze, starannie uczesałem (zrobiłem selfie na Instagrama) i wyszedłem do szkoły zadowolony. Dzień nie był taki dobry jak mi się wydawał. Niby mam się cieszyć, że jest piątek, ale nie było mi to dane. Np. dzisiaj na historii znowu zostałem przepytany, a ja nic nie mówiłem. To było dziwne, ponieważ odpowiedzi na pytania byłe mi znane. Nie wiem czemu nic nie mówiłem. Najgorzej jednak było na przedostatniej lekcji - WF.
Siedziałem swobodnie na ławeczce, gdy pozostali ćwiczyli grę (byłem zmęczony po rozgrzewce, więc na chwilę usiadłem). Gdy wstałem, ni stąd ni zowąd piłka z impetem walnęła mnie w głowę (w czachę). Bolało mnie jak diabli (nadal boli). Ale jedyne osoby, które się martwiły, to pan od WF i kolega, który niechcący mnie trafił. Jeden z kolegów skomentował, że muszę mieć pustą głowę, żeby mnie to bolało. Po lekcji wszyscy zaczęli na mnie najeżdżać, dlatego, że z tego powodu zrobiłem aferę (?). W ludziach jest brak empatii. Jakimś cudem przetrwałem następną lekcję (fizykę) i znalazłem się w domu. Cały i zdrowy. Po prostu z bólem głowy. Funkcjonuję normalnie i nie mam do nikogo pretensji.