środa, 2 grudnia 2015

Mam złamany mózg

Dzisiaj był próbne egzaminy. Zanim jednak przystąpiliśmy do ich pisania mieliśmy dwie lekcje (chemię oraz Wiedzę o Społeczeństwie). Na tej pierwszej było trochę śmiechu.
:P
Na dwóch WF, fizyce i polskim pisaliśmy historię/wos (60 minut) oraz polski (90 minut). Historia z WOSem nie były takie trudne (chociaż 5 pytań z WOSu dało popalić), ale mapa z I wojny światowej do zadania numer 20. Musieliśmy to zadanie pisać po egzaminie z polskiego. No i zaczęła się kłótnia. Ja mam BD, a reszta CA... Naprawdę Niemcy zaatakowali od strony Serbii? Tego nie wiedziałem. Na polskim trzeba było napisać rozprawkę dotycząca szczęścia i tego, dlaczego ludzie są szczęśliwi. Za przykład musiałem wziąć bohaterów dwóch lektur i swój własny punkt widzenia. Napisałem, że każdy jest szczęśliwy z innego powodu. Bo tak jest.
.
Dla mnie ten test nie ma sensu. Jak napisałbym go słabo (a tego nie wiem) to wszyscy by mnie uznali za głupiego, ale tak naprawdę mam większą wiedzę od nich samych. Ogólną. Wiem, co jest stolicą Namibii, wiem gdzie leży Zatoka Hudsona, umiem wskazać Słupsk, Katowice, Żywiec lub Leszno na mapie Polski, potrafię policzyć 11 potęgę 2, znam dobrze historię Polski (np. Nowogródek w II Rzeczpospolitej miał 30 tysięcy mieszkańców i był stolicą województwa, albo, że ZSRR oddał nam Ustrzyki Dolne w zamian za Krystynopol i inne wsie i miasteczka powiatu hrubieszowskiego w roku 1951). Ja uczę się dla siebie. Nie dla ocen. Mam w nosie, to, że ktoś mi coś każe! Wystarczy mi matematyka (dzisiaj ostatnia lekcja, naprawdę mnie po niej bolała głowa, bo robiliśmy powtórkę przed próbnym, a udało mi się rozwiązać 11 zadań! 11!!!), geografia i być może biologia. Tylko tyle.
.
Ucz się tego czego chcesz, bo lepiej być niewykształconym, ale na swój sposób mądrym (chociaż wiem, że na rynku pracy ciężko, więc warto byłoby się wybrać na studia) niż być wykształconym debilem. Gorzej ma jeszcze ten co pracę ma po znajomości (bo w Polsce i nie tylko, takie są realia).
.
Edit: 16:52
Piękna unowocześniona wersja Smoka Wawelskiego.
Jakby ktoś nie pamiętał oryginału: Smok atakuje Kraków i porywa dziewice, dzielny szewczyk Dratewka (Janina Porazińska wymyśliła o nim osobną historyjkę) ratuje miasto, wypychając pluszową owcę siarką i podstawiając smokowi do jaskini. Ten zjadłszy owcę, pobiegł do Wisły i zaczął pić tak dużo wody, że aż pękł. Koniec ;)
.
Edit: 19:38
Po raz ostatni w życiu tata przynosi z pracy (jest nauczycielem w szkole podstawowej koło Puchaczowa) świąteczną paczkę słodyczy dla mnie. W przyszłe Mikołajki będę miał już 16 lat :(. Muszę się nacieszyć. bo nigdy takiej już nie dostanę. W tym roku dyrekcja bardzo się postarała