wtorek, 8 grudnia 2015

Kotek

Dzisiaj ładnie mi wyszła fryzura. Podniosło mi to nieco samoocenę. Nadal była na minusie, ale już nieco mniej. Nadal jestem wściekły po wczorajszych wydarzeniach.
Wczoraj o 18 byłem na meczu Górnika Łęczna z Pogonią Szczecin. Sędzia wyraźnie faworyzował Szczecinian. Wkurzało mnie to. Zasłużyliśmy na 2 karne. Nie dostaliśmy żadnego. Oni natomiast dostali 2 karne i 2 wolne. Jezuuu. Jak mnie to zdenerwowało.
Dzisiaj w szkole mieliśmy 7 lekcji (jak zwykle). Na początku było nudno. Polski (pan mnie przyłapał na nieodrobieniu trzech prac domowych... nic mi nie postawił) i Angielski były wyjątkowo nudne. WF jeszcze bardziej, bo siedziałem sam oddalony od grupy. Miałem wrażenie, że nikt mnie nie chciał. Na koniec mnie zawołali do siebie, ale to nic nie dało. Ogólnie przez pierwsze 5 godzin byłem przymulony. Na pierwszej matematyce było zastępstwo i zrobiłem nawet zadanie. Na drugiej matmie też było zastępstwo, ale z panią bibliotekarką, która pozwoliła nam pójść do sali nr 9 - najlepszej sali w szkole. Grałem z dziewczynami na Xboxie. Wygrałem z koleżanką w drużynie.
Na historii okazało się, że najlepiej z klasy napisałem próbny egzamin. 22/25 punktów. Tylko 3 osoby miały oceny wyższe niż czwórki, ale ja jedyny przekroczyłem 25 punktów. Napisałem lepiej od piątkowych uczniów... Porażka polskiej edukacji.
Po historii chciałem pójść do pani i opowiedzieć o tej zabawnej sytuacji, ale okazało się, że przypadkiem trafiłem na próbę do apelu na temat rocznicy stanu wojennego.  Będę opowiadał wiersz.
Po lekcjach gadałem z koleżanką o różnych sprawach. Zeszliśmy na temat okularów i mojej wady wzroku. Powiedziałem jej, że widzę prawie normalnie, ale z daleka to nic. Poprosiłem, więc drugą koleżankę o pokazanie mi palców z drugiego końca szatni. Zdrowym okiem zauważyłem, że pokazała mi 4. Chorym natomiast zobaczyłem, że pokazała mi środkowy palec. Coś we mnie pękło. Wszyscy się śmiali. Ostentacyjnie wyszedłem z tego miejsca, ale potknąłem się na schodach i znowu wybuchł śmiech. Chciałem szybko znaleźć się w domu. Byłem już w połowie drogi, gdy zziajana koleżanka do mnie podbiegła (mówiła, że bardzo szybko chodzę) i przeprosiła. Twierdziła, że się zapomniała i tak dalej. Wybaczyłem jej. Rozmowa znowu zeszła na temat oka. Powiedziałem jej, że mam na jego punkcie kompleksy, ponieważ jest dużo mniejsze od drugiego. Na dodatek krzywe. Ona powiedziała, że to fajne i dosyć oryginalne. Nagle podbiegł do nas kotek. Przecisnął się przez bramę, a dziewczyna próbowała go złapać. Ja również, ale ona była pierwsza. Słodko wyglądał w jej ramionach. Chciałem go pogładzić po brodzie, ale się odsunął i koleżanki o mało nie podrapałem. Heh. Później się pożegnaliśmy. Kotek jednak został. Chyba się mnie przestraszył bo natychmiast uciekł na drzewo. Miauczał straszliwie. Zdjąłem go, a ten uciekł pod samochód. Głupek.