piątek, 6 listopada 2015

Listopadowa melancholia poranna

Już z samego rana wiedziałem, że dzień jest szary i ponury. Zupełnie jak moje życie (Fryderyk Nietzsche się kłania). Wyszedłem z domu ubrany w miarę ciepło. Jednak temperatura odczuwalna (według mnie) to minus dwa stopnie Celsjusza.... Chociaż było około dziesięciu. Boże. niech ten listopad się skończy. Przynajmniej w Grudniu jest śnieg.
.
.
.
Do szkoły szedłem z pewną myślą. Jak wyjdę ze szkoły (bo wciąż w niej jestem) to nie będę musiał wchodzić do niej przez dwa dni (a w poniedziałek wycieczka do Warszawy, przystanek obowiązkowy - Złote Tarasy).
.
.
.
Bardzo nie lubię tego, że wena dopada mnie w momentach kiedy nie powinna się pojawiać. Dzisiaj na angielskim pisałem rozdział do książki :)
.
.
.
Nawet nie wiedziałem, że rodzice nadali mi dobre imię. Hubert to "osoba mądra, rozumna i sławna", chociaż nie spełniam ostatniego warunku :D (Wikipedia się kłania :))