wtorek, 6 października 2015

Nie znacie dnia ani godziny...

Dzisiaj na lekcji religii mieliśmy ciekawe zadanie do wykonania. Bowiem dostaliśmy krzyżówkę z hasłami (niekoniecznie na temat chrześcijaństwa). Ostatecznie wynikiem było hasło: "Czuwajcie, bowiem nie znacie dnia ani godziny". Podejrzewam, że dostanę za to dobrą ocenę. W końcu ja pracowałem sam, a reszta w parach.
.
.
.
Zejdźmy jednak od tematu religii, a rozpocznijmy dzień od początku.
Gdy tylko się obudziłem, ujrzałem na dworze ogromną mgłę. Tata przygotowywał się pomału do wyjścia z domu, ponieważ ma trzytygodniowy urlop w Rymanowie Zdroju. Szybko ubrałem się, zjadłem śniadanie i wyszedłem do szkoły. Na dworze był przenikliwy chłód. Na dodatek mgła sprawiła, że niewiele widziałem. Mimo wszystko dotarłem do szkoły. Język polski - lekcja numer jeden. O Skamandrytach. Czytaliśmy wiersze Juliana Tuwima. Nie aż takie złe jak następna lekcja, angielski. Może i było trochę śmiechu, ale ja nie znoszę angielskiego (w sensie przedmiotu). Ogólnie przez cały dzień chciało mi się do domu. Nawet na WFie i dwóch matmach (a ja przecież kocham matematykę). Poza tym pod koniec pierwszej i na początku drugiej matematyki pani psycholog wzięła mnie do swojego gabinetu. Porozmawialiśmy trochę i umówiliśmy się, że przez ten semestr będziemy spotykać się w środy po lekcjach (albo na WFie).
.
.
.
A teraz odłóżmy moje życie na bok.
I cały ten post...
Edit: 15:53
Ten filmik jest niesamowicie śmieszny. Obejrzyjcie koniecznie ;)