piątek, 9 czerwca 2017

Krejzol

 Siedzę sobie z A., I. i N. koło przychodni. N. wyładowywała swoje frustracje. I. łamała gałęzie i zdrapywała szkłem etykiety na butelkach. Rzucaliśmy też kamieniem
 Dzisiaj miałem dużo łażenia. Najpierw z domu na zajęcia ze śpiewu. Następnie musiałem pójść na Gwarek, bo tam poczłapały dziewczyny po K. Później szedłem z A. do Lidla, gdzie kupiłem chleb, serki, nektar bananowy i oranżadę. N. i I. nie chciały, ale czekały na nas właśnie pod przychodnią. W torbie mam zakupy XD.
 Później z N. lecę do sklepu, wówczas gdy A. musi wyprowadzić psa, a I. posprzątać w pokoju. Potem sami czekamy na tę dwójkę, aż w końcu przyszły. Chciałem z A. pójść na dinozaury, ale N. i I. nie. Więc N. z A. zaczęły się dogrywać w papier, kamień, nożyce. Wpierw było 2:0 dla N., lecz A. nagle wyrównała, a potem wygrała efektownie. Ale się nacieszyliśmy. Nie mogę się doczekać aż park na Podzamczu zostanie wyremontowany. N. chciała pójść do tego "domu" obok. Nie wiedziała, że to spichlerz. Opowiadałem im o duchu, który pyta o drogę na Litwę, który rzekomo przebywa w tych okolicach, ale nie jest wprawdzie groźny. Na drugiej stronie parku, obok Triceratopsa na ławce znalazłem paczkę chipsy. Dziewczyny ją zjadły. Mówię poważnie. Ja nawet nie próbowałem. Wspinaliśmy się po kolei na wszystkie pomniki. Chcieliśmy aby wszystko było w porządku, bo stało się coś niezbyt fajnego. Jak można właściwie przejść wszystkie fazy w kilka minut, wówczas gdy zajmuje to kilka dni. Zaskakujące...
Wracamy. Ścigałem się z N. do mostu. Dawałem jej początkowo fory, ale ostatecznie zwyciężyłem.
A tutaj I. złapała żabę, gdy mieliśmy już wchodzić schodami na górę, koło synagogi. Poszliśmy jeszcze na fontanny, a nieco później na plac pod moim blokiem, gdzie rozmawialiśmy o chłopakach z gimnazjum.