czwartek, 1 czerwca 2017

Dzieciaki z Rynku Trzeciego

O nas to możnaby niezły serial nakręcić.
Po południu wprowadziłem królika na spacer. Małe dzieci i paru dorosłych nie mogło się napatrzeć. A. go głaskała, ale potem poszła do domu. Razem z K. Czekaliśmy też na N. bo też go chciała zobacz, ale nie mogłem tak długo czekać, bo królikowi było bardzo zimno. Potem jednak N. do mnie zadzwoniła, żebym wyszedł, nawet bez królika, więc tak zrobiłem. Potem jakoś sprawy się potoczyły, że dołączyła do nas I. a potem O. Graliśmy w prawda czy wyzwanie, ale bez butelki. Wybieraliśmy po prostu kogo chcieliśmy. W oddali zauważyliśmy W. z B. Ogólnie to chyba jestem jedynym chłopakiem w paczce. Opowiadałem czarny humor, oraz wlazłem na pajęczynę, której jedna z nóg odpadła. Śmiech było słychać wszędzie, więc musieliśmy wszystkim opowiedzieć. Zanim W. i B. do nas dołączyły razem z resztą ekipy. Robiliśmy sobie zdjęcia na snapchata. B. wyciągnęła swoją magiczną plastelinę i okazało się, że ja i N. mamy takie w domu. Więc po nie poszliśmy. Każdy nawzajem coś lepił. Było już późno, więc plac jak zawsze zarezerwowany był dla nas. Dziewczyny na pobliskiej siłowni kręciły sobie klipy do musical.ly, a ja wpadłem im w kadr "przez przypadek". Jeszcze później przyszła Z. Dawna koleżanka z dzieciństwa. Ona też zna mnóstwo czarnego humoru. Dawno się nie widzieliśmy, ale powodu nie powiem bo to prywatna sprawa. Większość zdążyła już sobie pójść. A. przyszła jeszcze wyprowadzić psa. W międzyczasie wymieniłem się numerami z Z. i A. Ta pierwsza zapisała mnie jako "Pupcio". Pożyczyła też ode mnie połowę plasteliny i ponoć jutro ma oddać. Nie umiem być asertywny.  Byłem jeszcze z Z. i N. w parku. Przed 22. wszyscy byliśmy w domach. Jedno muszę przyznać. Przekleństwa mamy we krwi. Wszyscy. A ja nie świecę przykładem, choć jestem najstarszy (większość to 1 gimnazjum, lub późna podstawówka, ale to nie szkodzi).
Mieliśmy dzisiaj w szkole zawody na hali MOSiR. Ja brałem udział w badmintonie z kolegą. 4 odbicia, a także nie zwaliłem. Nie zajęliśmy ostatniego miejsca. Tylko trzecie od końca. Wygraliśmy jedną konkurencję - wspólny skok w dal całą reprezentacją klasy. Ale musieliśmy się namęczyć, żeby niektórych namawiać, by wzięli udział w jakiejkolwiek. Udało się na szczęście, a baliśmy się, że będzie wstyd. No cóż. Nie było. Chyba...