piątek, 16 czerwca 2017

Działki

  
O 11. wyszedłem sam z domu. Miałem jechać do cioci z Jasiem, ale się pokłócił z mamą, więc nie pojechał. Taszczyłem że sobą laptop i mały plecaczek. Jechałem sobie autobusem do Lublina, a potem na dworcu kupiłem bilet w biletomacie i ruszyłem na ulicę Okopową, z której wyjechałem autobusem MPK. Dojechałem na Zemborzyce, a potem nieco na piechotę na działkę do cioci. Mama już tam była. Roboty trwały. Remont działki w toku. Miejsce to zmieniło się drastycznie. Naprawdę.
Musiałem polerować stół za pomocą dziwnego urządzenia. Ciocia oczywiście pochwaliła. Potem Marek z kolegami urządził grilla, po czym lunął deszcz. Przez resztę dnia leżałem na łóżku przy laptopie, a następnie przybiegłem migusiem na kolację. Wieczorem przybył Filip. Jego dosadny humor ciągle mu dopisuje. Pogadaliśmy trochę z nim i mamą. Przed chwilą sobie poszedł. Ja teraz idę się myć, a potem co będzie to będzie. Za godzinę wybije północ.