środa, 24 maja 2017

Wesoły post

Miało być o tym jak w Łęcznej jest okropnie, ponieważ idąc z Jasiem (laryngologa dzisiaj miałem) do szpitala widzieliśmy mnóstwo wydeptanych i ubłoconych ścieżek oraz pękniętych chodników i ulic. Tata nas podwiózł z powrotem do domu, w międzyczasie byliśmy w Biedronce na zakupach. Jak wróciłem do domu, poszedłem od razu na plac zabaw, gdzie siedziały dziewczyny. Na sam początek "Ziemia", potem zabawa w chowanego (ja liczyłem -,-), a następnie mafia i głupia kuchara. B. uświadomiła mi, że naprawdę szybko biegam. Do tego nowo poznana koleżanka w jednej z kategorii pt: "ludzie mieszkający na tym osiedlu" wymieniła mojego tatę. Zapytałem, która go wymieniła. Okazało się, że uczył ją plastyki i informatyki. Nie wiedziała, że jestem jego synem. Ależ niespodzianka.
Musiałem pójść na kolację, więc wziąłem bułkę i serek, do tego skakankę i jeszcze o dwudziestej skakaliśmy na niej pod blokiem. Pokazałem im jak skakać matadorem. Wtem N. wpadła na pomysł, by pójść na fontanny i tak zrobiliśmy. Chciałem poskakać w samym jej środku, więc poprosiłem B. żeby robiła mi zdjęcia. Wszyscy poza B. się chlapali w wodzie. Nie było ciepło, ale myśmy oszaleli. Ja jestem najbardziej szalony w tej grupie, ale także najbardziej inteligentny (B. ma rację. Nie warto być skromnym, nie po to jest życie), bowiem z tą opinią zgadzają się wszyscy. I wszyscy zmoczeni poszliśmy do domów. Problemów nie miałem. Pompę odłączyłem na wszelki wypadek.