środa, 31 maja 2017

Wieczory majowe

Uwielbiam to uczucie. Tylu nas wszystkich jest. Zabawa nam w głowie. Mamy mnóstwo do roboty. Gramy w "mafię" (a doskonale pamiętam mesy wieczorne na obozach cioci Eli, które były okraszane właśnie grą w mafię). Łaziliśmy po płocie na placu zabaw, robiliśmy sobie zdjęcia, biegaliśmy, graliśmy w "prawdę czy wyzwanie", szczerze rozmawialiśmy, śmialiśmy się (bo to ja ogólnie taki śmieszek jestem), liczyliśmy gwiazdy, bawiliśmy się z psami. To takie piękne. Mieć życie. A wydawało mi się, że poza Internetem go nie mam. Znowu. Od 18 do 22 siedziałem na dworze. Tym razem bez przerwy. I jest fajnie.

wtorek, 30 maja 2017

Wieczorne spotkania

O dwudziestej czterdzieści dzwoni do mnie koleżanka. Byłem wcześniej na dworze z zupełnie innymi koleżankami i byłem deczko wykończony. Ale pobiegłem do nich na plac. Potem pod dom kolejnej koleżanki - A. Wyprowadzaliśmy jej psa na spacer. Dość długi był ten spacerek, ponieważ do domu wróciłem o 22. Głównie przez rozmowy, wspominki o naszych crushach (oglądaliśmy koleżanki z gimby na musical.ly, moje zdjęcia na Instagramie, które A. polajkowała wszystkie. Ponad 400). Dziewczyny robiły sobie nawzajem zdjęcia, a ja także się na nie załapałem. Będą miały co wysyłać sobie na urodziny. Mi chyba także. A ja jutro mam sprawdzian z chemii, od którego zależy czy będę miał 2 czy 3. Hmmm.

poniedziałek, 29 maja 2017

Peace

Dzisiaj sensację w naszej szkole wywołała klępa łażąca po szkolnym boisku, akurat wtedy gdy mieliśmy wuef. Ktoś zadzwonił po policję. Jak podaje serwis lublin112.pl samica łosia zdechła. Ogólnie to po Lublinie łaziły 3 łosie, ale do lasu wrócił tylko ten co był w Ogrodzie Saskim. Gdzie był trzeci? Tego nie wiem.
Wyszedłem dzisiaj o 19. na dwór i nie zawiodłem się, bo na placu było mnóstwo osób. Do domu wróciłem przed 22. Tylko te pieprzone komary...

niedziela, 28 maja 2017

Dni Łęcznej




Więc... Byłem sobie z godzinkę na dniach Łęcznej. Jak przyjdzie IRA, to może przyjdę znowu. Ewentualnie koleżanka do mnie zadzwoni. Spotkałem paru znajomych, witałem się rozmawiałem. Mam troszkę wrażenie, że ta impreza jest na odwal się.

sobota, 27 maja 2017

Festiwal Kolorów i Ogród Botaniczny.








 A oto zdjęcia z Ogrodu Botanicznego. Jest tam po prostu przepięknie. Cudowna atmosfera. Ptaszki świergoczą, wiaterek leciutki wieje, można dokarmiać kaczki nad stawem... Wiele jest tam atrakcji.
 A tutaj mapka


Byliśmy też na Festiwalu Kolorów. Jak mi było miło, gdy spotkałem dwie koleżanki z klasy. "HUBI!!!". Poprzytulaliśmy się, wymieniając się przy okazji brudem na koszulkach. Sypałem Jasiowi resztki na kapelusz, a on mi na włosy pod kaszkietówką. Rzucaliśmy się wszyscy. Jakiś pan wziął nam trochę różowego w zamian za niebieski. Jedyna wada: kolory są drogie. 15 PLN za dwa. Na szczęście ta wymiana uczyniła nas nieco bardziej kolorowymi. No i jeszcze jakoś inni nas poobrzucali jak wszyscy rzucali proszek do góry.

piątek, 26 maja 2017

Analiza polityczna.

Niech ktoś to pokaże POwcom. Jak to? Najpopularniejsi politycy na Facebooku to głównie prawica? Jak to możliwe w ogóle? Pytanie, oczywiście, retoryczne, ale też i mnie zaskoczył fakt, że tak jest.
Przeczesuję teraz informację o Ruchu Autonomii Śląska i jakoś mi nie przeszkadza istnienie takiego ruchu. W końcu za II RP Śląsk miał autonomię, więc czemu by nie teraz? Nie jest to zły pomysł.
.
Nareszcie. Po raz kolejny LLE24.pl zmieniło coś w tym zapyziałym mieście. Straż Miejska w końcu jeździ na tych rowerach, na które poszły grube tysiące, a oni na nich nie jeżdżą. Co prawda prowadzili je zamiast się na nich poruszać, ale to nic. I tak jestem za ich likwidacją. Oszczędności by się przydały.
Polityka mnie strasznie wkurza. Jest okropna, ale jeśli chcę coś zmienić w życiu lokalnym, ale też i ogólnokrajowym, to muszę działać i pilnie śledzić, to co się w niej dzieje.

czwartek, 25 maja 2017

Ganiam po dworze, bom ja infantylny

Zdjęcie zrobione przez koleżankę. Jak zwykle dzisiaj się spotkaliśmy. Siedziałem przed laptopem, gdy zapukały do drzwi. Wziąłem ze sobą skakankę. Dawno nie widziałem jednej z dziewczyn, ale jak graliśmy w ziemię, to musiała uciec by uczyć się na sprawdzian. Mam koleżanki na początku gimnazjum i pod koniec podstawówki, ale i tak uważam, że jest fajnie. Byliśmy kilkakrotnie na fontannach, w sklepiku osiedlowym kupowałem trzy oranżadki w proszku. Złotówka i pięć groszy, a smak dzieciństwa przywrócony. Graliśmy w szczura przed urzędem miasta, rozmawialiśmy o nauczycielach w gimnazjum (mamy jedną wspólną nauczycielkę, której wszyscy nie lubimy). Raz w międzyczasie gdy czekaliśmy na jedną dziewczynę, ja wówczas poszedłem do domu po portfel i po to by móc napić się wody. Poszliśmy o dwudziestej do Lidla, gdzie płaciłem kartą kredytową. Bałem się, bo mi kartę odrzuciło, ale to tylko jeden przypadek. Jesteśmy totalnie szaleni. Dawno też nie słyszałem o osiedlowych konotacjach. Ponoć jedna z dziewczyn to straszna plotkara. To za mało powiedziane, ale szkoda gadać. Jeszcze posiedzieliśmy na ławkach w parku, a potem na siłowni przy placu zabaw. Wróciłem do domu o 21:30. Było ciemno.

środa, 24 maja 2017

Wesoły post

Miało być o tym jak w Łęcznej jest okropnie, ponieważ idąc z Jasiem (laryngologa dzisiaj miałem) do szpitala widzieliśmy mnóstwo wydeptanych i ubłoconych ścieżek oraz pękniętych chodników i ulic. Tata nas podwiózł z powrotem do domu, w międzyczasie byliśmy w Biedronce na zakupach. Jak wróciłem do domu, poszedłem od razu na plac zabaw, gdzie siedziały dziewczyny. Na sam początek "Ziemia", potem zabawa w chowanego (ja liczyłem -,-), a następnie mafia i głupia kuchara. B. uświadomiła mi, że naprawdę szybko biegam. Do tego nowo poznana koleżanka w jednej z kategorii pt: "ludzie mieszkający na tym osiedlu" wymieniła mojego tatę. Zapytałem, która go wymieniła. Okazało się, że uczył ją plastyki i informatyki. Nie wiedziała, że jestem jego synem. Ależ niespodzianka.
Musiałem pójść na kolację, więc wziąłem bułkę i serek, do tego skakankę i jeszcze o dwudziestej skakaliśmy na niej pod blokiem. Pokazałem im jak skakać matadorem. Wtem N. wpadła na pomysł, by pójść na fontanny i tak zrobiliśmy. Chciałem poskakać w samym jej środku, więc poprosiłem B. żeby robiła mi zdjęcia. Wszyscy poza B. się chlapali w wodzie. Nie było ciepło, ale myśmy oszaleli. Ja jestem najbardziej szalony w tej grupie, ale także najbardziej inteligentny (B. ma rację. Nie warto być skromnym, nie po to jest życie), bowiem z tą opinią zgadzają się wszyscy. I wszyscy zmoczeni poszliśmy do domów. Problemów nie miałem. Pompę odłączyłem na wszelki wypadek.




wtorek, 23 maja 2017

Lubelska Starówka i selife




 Poszedłem na starówkę prosto z basenu. Zupełnym przypadkiem spotkałem Jasia. Jakim cudem spośród tych tłumów na ulicach...


Fajnie dzisiaj było. I ciepło. Teraz jest wspaniale, bo mamy burzę! Taką najprawdziwszą, majową...