poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Szkoda życia na nienawiść

Taka rozkmina mnie bierze od kilku dni. Otóż, chodzi mi o kwestię narodzin. Czy to absolutny przypadek, że urodziliśmy się tacy jacy jesteśmy. Czy to, co inni w nas lubią, czy też i nie znoszą jest celowym darem? Czy takie cechy dał nam Bóg? A może los? Może też jest to zaplanowane przez teorię reinkarnacji w odradzającym się w liczącym sto miliardów lat cyklu, gdzie wszystko, co przeżyliśmy jest tak naprawdę którymś z kolei odrodzeniem się wszechświata, które ma wpływ na przyszłość? No bo... W końcu dziękuję Bogu za to, że jestem kim jestem, bo nie wyobrażam sobie bycia kimś innym (np. euroentuzjastą, dresiarzem z patologicznego osiedla, czy też i żulem, lub tępawą nastolatką bez wiedzy o świecie). Cieszę się z faktu, że trochę mam w głowie, że odwiedziłem trochę świata, że jestem taki jaki jestem. Dlaczego więc ludzie pałają taką nienawiścią do innych. W końcu każdy może być sobą (no chyba, że jest pedofilem, lub terrorystą, wtedy takich należy tępić).  Jednak mnie coś przeraża. Przeraża mnie ta myśl, że zawsze mogłem urodzić się jako ktoś inny. Ktoś pusty we łbie. Ktoś kto ćpa narkotyki. Ktoś kto jest chory na np. Aspergera (z całym szacunkiem dla ludzi z Aspergerem). Niepokoi mnie też to, że np. rodzice mogli mnie źle wychować, że mógłbym popełnić samobójstwo, bo mnie nikt nie zauważał. To mroczny, głęboki lęk. Ale tak to jest jak się dużo myśli. Do głowy przychodzą różne straszne rzeczy. Jestem szczęśliwy, że jestem sobą, lubię to co lubię, że żyję tak jak chcę żyć. Szkoda życia na nienawiść! Szkoda. Bo rasista nie wie, czy nie urodziłby się jako Murzyn. Albo Ukrainiec z UPA jako Polak z Wołynia. To po prostu smutne, że zamiast się cieszyć życiem to mordujemy, okradamy, wyzywamy ludzi, którzy nic nie zrobili.