środa, 12 kwietnia 2017

Rzyyyyyg

 Fajny samochód.

Jasiek był w Lublinie na targu wielkanocnym.
Dzisiaj miałem okropny dzień. Cały czas źle się czułem, aż na polskim pani wysłała mnie do sekretariatu, gdzie zgłosiłem, że czuję się źle, boli mnie brzuch, mam kwaśny posmak w ustach i serce mi łomocze. To był wysoki cukier. Na bank. A ja głupi nie wziąłem ze sobą glukometru. Miłe panie zadzwoniły do mamy, po czym umówiliśmy się z tatą, że on mnie odwiezie samochodem. W międzyczasie dostałem dwa kubki z wodą. Jedna z pań sekretarek kończąc pracę żegnała się ze wszystkimi. Nawet ze mną, życząc wesołych świąt. Podziękowałem, ale raczej markotnie, bo nie czułem się przecież najlepiej. Gdy panie nalały mi herbaty, wypiłem jej pół kubka, gdy wtem przyszedł tata. Z glukometrem. Cukier 510. Tragedia. Wsiedliśmy z tatą w samochód, ale po jeździe zrobiło mi się niedobrze. Cudem wytrzymałem do Łęcznej. Ale 10 metrów od parkingu przy naszym bloku już nie wytrzymałem. Opróżniłem żołądek. Ulga. Zmieniłem wkłucie, położyłem się spać i czuję się teraz w miarę dobrze. No może oprócz tego, że nogi mnie strasznie bolą przez trening.