niedziela, 16 kwietnia 2017

Nerve, Ghostbusters i Wielkanoc

O Wielkanocy nie ma co się rozpisywać. Taka sama jak co roku. Dzisiaj jednak oglądaliśmy filmy. Wówczas gdy rodzice pojechali samochodem na wycieczkę, ja z Jasiem oglądaliśmy dwa filmy podane wyżej w tytule, ale zarecenzuję tylko jeden z nich. Nerve.
Na sam początek streszczenie zapożyczone z Filmwebu:
Uczennica ostatniej klasy liceum dołącza do internetowej gry w prawdę i wyzwanie. Wkrótce odkrywa, że każdy jej ruch jest manipulowany przez anonimowych "obserwatorów".
Jest sobie gra o nazwie Nerve. W filmie jest bardzo dużo technologii, co ma właśnie związek z grą. Ludzie wręcz oszaleli na punkcie Instagrama, Facebooka, Twittera i innych tego typu aplikacji. W związku z tym powstało Nerve. Taka aplikacja, gdzie "gracze" robią wyzwania nadane przez "obserwatorów" i relacjonują je na żywo. Gracze walczą o jak największą liczbę obserwujących. Dwóch graczy, którzy zostaną jako ostatni bez przegrania (poddanie się, lub złe wykonanie zadania, którym były np. przejście po drabinie między oknami na ostatnich piętrach dwóch wysokich bloków mieszkalnych, albo kradzież pistoletu policjantowi i nie zostanie złapanym) przechodzi do finału. Film okraszony jest technologią i przeogromną liczbą neonów. Gra aktorska nie pozostawia zbyt wiele do życzenia. Nie była najgorsza. Ocena na Filmwebie (6.9) jest moim zdaniem zbyt niska. Emocje wręcz wyskakiwały z ekranu. Nie jest to film typu Pulp Fiction, czy Milczenie Owiec, ale zasługuje na ciut więcej niż niecałe 7.0. Niestety.
 Wesołych Świąt życzy zając królik.
Językołamacz na relacji na Instagramie.