piątek, 24 marca 2017

Dzień Otwartych Drzwi

W kwietniu zeszłego roku opowiadałem o tym jak wyglądał dzień otwartych drzwi z perspektywy trzeciogimnazjalisty. Teraz opowiem go z perspektywy ucznia liceum.
Mieliśmy dzisiaj skrócone lekcje. Nie robiliśmy zbyt wiele. Szczególnie na chemii.
Pewien kolega powiedział mi, że od początku roku szkolnego dodałem na Instagram 192 zdjęcia (To powyżej, pierwsze z lewej było 193.), czyli więcej niż on w całym internecie. No cóż. Najwidoczniej jestem uzależniony. A tak a propos. Dlaczego zamieściłem te zdjęcia powyżej? To było tak. Koleżanka robiła sobie zdjęcia na snapchacie, gdzie ja załapałem się jako mistrz drugiego planu, po czym je wysłała. Otrzymałem pozdrowienia od kogoś kto czyta mojego bloga, więc Karolina postanowiła, że zrobi jeszcze parę takich zdjęć i mi je wyśle przez Messengera i wrzucę na bloga i Instagram. No i tak to już jest. Pozdrawiam serdecznie koleżanki.
.
Lekcje skończyłem o 11:20, ale niektórzy mieli do maks. 12:20. Przygotowywano powoli sale prezentujące różne projekty, czyli swego rodzaju "zachęcacze" do wyboru konkretnego rozszerzenia.
O 13:00 rozpoczął się apel. Ludziów jak mrówków. Z 200 może ich było. Nawet więcej. Po skończonym spotkaniu, wychodzili i podążali za oprowadzającymi, którzy mieli tablicę z numerem ich grupy. Mieliśmy oprowadzać ludzi po salach m.in. matematycznej, polonistycznej (gdzie był hiszpański i quizy, za których rozwiązanie dostawało się cukierki, zresztą, tak było też w innych klasach), niemieckiej, biologicznej itp. W każdej były przedstawiane jakieś doświadczenia, informacje dotyczące profilu, informacje o szkole, wycieczkach, projektach i współpracach międzynarodowych itp. Wszystko skończyło się przed piętnastą, więc strasznie źle nie było. No może oprócz tego, że z grupy pouciekało nam 10 osób...
.
Pracy dzisiaj było dużo, ale było dosyć przyjemnie. Nasza klasa też miała spory wkład w to przedsięwzięcie.

Cudne niebo *.*