piątek, 31 marca 2017

Na rowery

Jest cieplutko, a na dodatek tata kupił mi nowe koszulki. Razem z misiem wyjrzeliśmy przez okno i pomyśleliśmy, że warto wyjść na rower. W końcu wczoraj tata go naprawił. Wyruszyłem (oczywiście bez misia xd) rowerem, oczywiście tam gdzie wcześniej. Do Ostrówka i z powrotem. Niesamowita pogoda. A na dodatek zapach lasu jest intensywny i bardzo przyjemny dla mego nosa. Ubóstwiam wiosnę. Daje mi taką energię, że aż ma się ochotę zrobić wszystko.

czwartek, 30 marca 2017

Czego potrzeba do szczęścia?

Lekcja języka polskiego. Kontynuujemy Kochanowskiego i obraz renesansowej wsi. Między innymi w jego wierszach. Nie powiem, że było nudno, bo tak nie było. Jednym z naszych zadań było porównanie naszej definicji szczęścia z definicją szczęścia według Kochanowskiego jaką wyczytaliśmy z jego wierszy. Poniżej przedstawiam moje zadanie:
Kochanowski: "Pomimo przemijania i zmienności losu, gdy cierpienie i radość wzajemnie się przeplatają, należy mieć jednakowe nastawienie na wszelakie zmiany"
Moja definicja jest nieco inna i brzmi tak: "Należy mieć swoje miejsce na ziemi, gdzie opinia innych nas nie obchodzi. Musimy robić to co chcemy bez strachu o to co pomyślą inni i żyć tak, jakby jutra miało nie być" - szczęście to bycie dziecinnym, nieszablonowym, czy nawet bezwstydnym, ale miłym i w miarę ogarniętym. Nie bójmy się wyrażać naszego szczęścia w nietypowy sposób, lub taki jakiego nie opisują żadne normy społeczne. Bądźmy oryginalni i nie przejmujmy się ludźmi. Oni i tak będą mówić.
Na przedsiębiorczości wymieniałem się z kolegą zagadkami. W pewnym momencie dałem mu pewien rebus. Narysowałem literki "W" i "E", a za nimi "R" "C" i "E". Wówczas pani nas pytała cóż my czynimy, a ja odpowiedziałem, że dałem koledze rebus. Klasa się śmieje. Powiedziałem, że jest arcytrudny i wymaga niesztampowego myślenia. Pani nie chciała usłyszeć, a kolega spasował (btw, hasło to Zawiercie). Potem jeszcze pod koniec lekcji zagadaliśmy się z kolegą, a pani nas pytała, czy nadal rozmawiamy o tym rebusie. Pod koniec lekcji zostawiłem pani rebus wraz z rozwiązaniem. Potem je starłem, ale rebus zostawiłem. Możliwe, że następna po nas klasa miała zagadkę. Na angielskim zresztą zrobiłem to samo. Nikt nie rozwiązał. Właściwie, to nikomu się chyba nie chciało, ponieważ było kilka minut do dzwonka.

środa, 29 marca 2017

Lody i ulewa

Na pierwszej lekcji (historia) mieliśmy debatę na temat Unii Europejskiej. Utworzyliśmy dwie dwuosobowe grupy. Modliłem się, żeby kolega z przeciwnej drużyny wylosował argumenty "za", bo ja miałem mnóstwo argumentów na ten temat. Zaczęło się niewinnie. Zaletą unii jest podróżowanie, łatwość zdobycia legalnej pracy itp. Obalam: to nie zasługa Unii tylko strefy Schengen, a tam nie trzeba mieć członkostwa UE, żeby tam należeć. Przykłady: Norwegia, San Marino i Szwajcaria spoza UE, oraz Bułgaria i Rumunia z UE, które nie należą do SS. Potem na ten temat pani wspominała o zamachach terrorystycznych, bo dodatkowo opisałem, że likwidacja granic równa się likwidacji ceł i wpuszczaniu do Europy (z nakazu urzędników) uchodźców. Uogólniłem i powiedziałem terrorystów, przez co oburzyłem jednego kolegę (który potem nieźle włączał się do dyskusji, a dyskusje uwielbiam). Może i ten zamachowiec z Londynu, i ten z grudnia z Berlina, to samotne wilki, a samotne wilki są częściej występującym rodzajem zamachowców, ponieważ, jak to pani powiedziała (pomagała nam, bo nikt nie chciał się włączać, no prawie nikt): "Terroryzm słabnie". Jedna z koleżanek wspomogła mnie twierdząc, że imigranci (bo nie uchodźcy) może i nie odpowiadają za terroryzm, ale za gwałty i kradzieże już tak. Dodatkowo dorzuciłem, że o tym jest dużo w mediach. Argument kolegi był taki, że Polacy w Wielkiej Brytanii kradną i siedzi ich dużo w więzieniach. Na wszystkie ataki musiałem odpowiadać, ale jakoś dałem radę. Podoba mi się coś takiego. Na następnej lekcji dokończymy tę pogawędkę. Nie mogę się do czekać, aż powiem o biurokracji, urzędnikach, limitach produkcji.
Ufff. Czaszka mi pęka, ale pozostałe godziny nie były takie mózgołamiące (nowy neologizm, a co :D). Na dworze było strasznie ciepło. Na przerwach ludzie wychodzili na lody i je jedli na korytarzu. Chcieliśmy na ostatnim wuefie wyjść na dwór, ale dziewczyny nie chciały i ćwiczyliśmy (ja nie, ponieważ do tej pory boli mnie wczorajszy skurcz) w sali.
Wychodząc ze szkoły strzeliłem sobie selfiaka, bo słońce naprawdę dawało czadu. Jak już byłem w autobusie, to niebo nieco szarzało, a jak już z niego wychodziłem w Łęcznej, to zaczął kropić deszcz, a dosłownie minutę po moim wejściu do mieszkania chmura się urwała i lunął straszny deszcz. Normalnie milion kropel na sekundę. Dzisiaj było posiedzenie rady miasta. Ciekawe co tam się działo.

wtorek, 28 marca 2017

Można chodzić w krótkim rękawie


Na basenie mieliśmy nową koleżankę. Dzisiaj naprawdę było nas dużo. Pięć. To sukces. Na basenie rozmawiałem z koleżanką na temat podróży jakie odbyliśmy. W międzyczasie dopadł mnie skurcz. Bolało jak diabli, przeklinałem, ale ulżyło (kuśtykam cały dzień). Potem tylko trzymałem się ściany basenu, a potem dołączył kolejny temat do dyskusji - polskie miasta. Jedna koleżanka poleca Toruń, a druga taką miejscowość, której nazwy nie zapamiętałem. Ach. Wiedeń, Paryż, Warszawa, Gdańsk, Wilno, Ryga, Lwów... Tyle miast. Polska i zagranica. Wspomnienia.
Na trzecim zdjęciu! PIEROGI! Nareszcie. Nie wiem jakim cudem mamie wychodzą żółte, ale są przepyszne. Z kapustą. Szkoda tylko, że nie mogłem do nich wziąć śmietany. Ubóstwiam śmietanę.

poniedziałek, 27 marca 2017

Ogłaszam wiosnę.




Wiosna przyszła. Dwukrotnie byłem na spacerze. Miałem okazję się pohuśtać.
Wikipedia przyjęła moje zdjęcia o Łęcznej (wejdźcie w galerię). Zaraz dodam także o Korytynie.

niedziela, 26 marca 2017

Dzika Łęczna

Wczoraj spacerek był dla sentymentu. Dzisiaj już dla polityki. W jakim niezadbanym mieście przyszło mi żyć.
O chodnik tu trudno. Pasy również. Idealny kąsek dla policji.
Niby widoczki ładne, ale nikt tego nie pielęgnuje. To jest dzikie, a w maju, czy czerwcu wygląda niezbyt dobrze. Zresztą w marcu to też się nie prezentuje pięknie.
Chodnika do Tesco nie ma, bo jest niebezpieczny. Dodatkowo nie ma tu pasów, więc albo ryzykujesz mandat jak obok policja przejeżdża, albo musisz fatygować się 100 metrów dalej.
Dosłownie obok Tesco, Jyska i Media Expert.
Przepiękne widoki. Normalnie jak na Lazurowym Wybrzeżu.
Pusto. Zagospodarowanie kiepskie. Jak nie chaotycznie poustawiane drzewa, to pusta trawa pełna kretowisk.
Pierwsze zdjęcie od lewej. Tu się bawią dzieci. Jeżdżą na rowerach, deskorolkach. To po prostu góra ziemi przykryta plandeką...
1. Po co tu ta barierka? 2. Tak powinien wyglądać ładny chodnik. 3. Dlaczego ten chodnik nie wygląda jak na zdjęciu 2???
Wspaniały kontrast. Blokowiska bardzo ładne. Przyznałbym, że nawet ładniejsze niż w Lublinie, ale chodniki i trawniki. To żenada. A ta droga? Szkoda słów... O drodze już pisałem pod koniec grudnia. LLE24 również. Jak to nasi radni głosowali przeciwko remontowaniu ulic. Pieniążki muszą się zgadzać.
Kolejne pustki. Nic nie ma. A to prawie centrum miasta. Chodnik inspirowany tym koło Lidla.

Aż takie brzydkie to nie jest.
Miasteczko rowerowe pod gimnazjum. Ścieżka niedaleko niego. Taka sama od wieeeelu lat. Pamiętam jak Jasia odprowadzałem czasami z mamą. To było 10 lat temu...
7 lat czekaliśmy na utworzenie drogi do szpitala. Burmistrz robi to by uchronić stołek i przekabacić mieszkańców, bo wiadomo, że tłum ma krótką pamięć.
Skojarzyło mi się
To też jest takie od dawna (oprócz tych śladów na boisku, te są świeże).
Boże ratuj.

Te zdjęcia już świeże nie są.
Kolejne pustki, chaszcze, nieużytki i pola, które nie należą do nikogo. Nie można by tu zrobić czegoś fajnego? Tylko Lublin i Lublin. A może mam dosyć wydawania pieniędzy by tam dojeżdżać, by się edukować, mieć rozrywki?!?
Tu mieszka ktoś ważny. Ogółem jak widzisz nazwę ulicy związaną z kwiatami (tam jest akurat Różana), to wiedz, że jest to osiedle dla nowobogackich.




Sytuacja z zeszłego czwartku. Wracam z mamą z wizyty w szpitalu w Lublinie. Co nie? Jest godzina 14:59, a tu widzimy roześmiane urzędniczki na chodniku. Pod urzędem tłumy pracowników. Już wyjeżdżają samochodami. Nadal jest 14:59. Ubrani, już spod parkingu wyjeżdżają. Urząd jest czynny do 15:00. Wyobrażacie sobie nauczyciela matematyki, który dwie minuty przed dzwonkiem ubiera się i wychodzi do domu zostawiając zdezorientowanych uczniów. Pożegnałby się z pracą. Nieprawdaż? A tutaj już w drodze do domciu. A pieniądze płyną. Nawet 16 tysięcy złotych na ich pensje. Dobry ziomek burmistrz sponsoruje urzędasom życie, a nauczyciel uczący młode pokolenia może o takich pieniądzach pomarzyć. Jednak nauczyciel jest pożyteczny dla społeczeństwa trzydzieści cztery tysiące osiemset dwadzieścia dwa razy pożyteczniejszy niźli sprzedajny urzędas, który nie pracuje prawie wcale, a udaje, że jest mu ciężko. Szlag człowieka trafia!

A tutaj moje okolice. GDZIE SĄ PIENIĄDZE DO JASNEJ CIASNEJ! W KIESZENI BURMISTRZA, KTÓRY ZAROBIŁ WIĘCEJ NIŻ... Hanna Gronkiewicz-WaltzUrzędnicy też się "napracowali". Jakim cudem można zlewać ludzi ciepłym moczem i rokrocznie wygrywać wybory. Korupcja, nepotyzm i sprzedajność... Wrrr!