piątek, 20 stycznia 2017

Wstajesz i wiesz

że to pechowy dzień. Chyba już tak kiedyś zacząłem, ale to nieważne. Wstałem i byłem sam z Marysią. Tata w Berlinie, Aneta i Adam w pracy, Ola i Madzia w szkole, a ja zająłem się młodą. Chciałem jej zrobić płatki, ale nie mogłem ich znaleźć. Później okazało się, że miałem je pod nosem. Obudziłem się znacznie wcześniej, bo trzy alarmy o szóstej rano nie zdołały obudzić nikogo oprócz mnie. Wrrr! Chciałem włączyć TV, ale odmawiał posłuszeństwa. Gdzieś później mi się udało.
Po powrocie Oli i cioci z Madzią zamówiliśmy pizzę.
Źle się czułem wieczorem, więc poszedłem z Roxą na naprawdę długi spacer. Zrobiło mi się lepiej. I Roxa jako tako bardziej szczęśliwa :)