wtorek, 31 stycznia 2017

Koniec Stycznia.

Ten czas leci zbyt szybko. Zdecydowanie zbyt szybko. Już niedługo luty, a po lutym marzec. Kwiecień, maj, czerwiec, pół roku jak z płatka.
Miesiąc ten jednak był jednym z lepszych ostatnimi czasy. Tak szczerze, to 9/10 (minus za chorowanie).
Do końca tygodnia muszę napisać prozaiczny tekst na temat Walentynek (na polski). Najprawdopodobniej to będą jakieś przemyślenia.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Cukier Lukier

W związku z tym, że w poniedziałek kończę wcześniej lekcje, poszedłem dzisiaj z mamą na lodowisko. Lecz nie to było najlepsze w tym dniu. Najlepsze było to:
 Wizyta w manufakturze cukierkowej "Cukier Lukier" na ul. Plażowej w Lublinie.
Można tu kupić własnoręcznie robione lizaki i cukierki. Oczywiście jest także możliwość zrobienia własnych i dzisiaj właśnie byliśmy tam w celu zrobienia własnej góry lizaków. Zdjęć z samego procesu niestety nie ma ze względu na to, że pracowaliśmy w rękawiczkach.
Na samym początku wybieramy aromat, który ma zostać dodany (do wyboru jest min. mięta, piwo, czy truskawki, ale my wybraliśmy banana w czekoladzie) oraz barwa, w której mają być nasze słodkości. Ja wybrałem czerwony i fioletowy - moje dwa najulubieńsze kolory. Potem pani przyniosła masę i wylała na blat. Miejsce, na które wylano masę (cukier, syrop glukozowo-fruktozowy oraz woda) było przykryte takimi metalowymi belkami. Trzeba było poczekać, aż masa zastygnie, ale tylko po bokach. W rogach, masa miała dwa barwniki, które trzeba było odciąć nożyczkami,a potem osobno zrolować. Przeniesione zostały na stół gdzie wszystko jest ocieplane. Masa jest taka jakby żółtawa, ale pod wpływem kwasku cytrynowego (żeby nie było zbyt słodko), który jest regulatorem kwasowości i powietrza podczas ugniatania i nadziewania na hak staje się biała. Tak trzy pomieszane kulki stają się cukrowym potworem, który potem jest rolowany i odcinany na części. Aż się ostatnie części nie skończą, pozostaje na gorącym blacie, a my z mamą i panią formowaliśmy lizaki na zimnym blacie. Trzeba było się spieszyć, bo masa wystygała w trymiga. Tak powstałe nasze małe delicje. Ultrasłodkie, ale pyszniutkie, że aż ślinka cieknie.

niedziela, 29 stycznia 2017

Te myśli mnie dręczą

Dzisiejszy dzień był pełen skłonności do przemyśleń. Na serio. Każdy przecież ma własne marzenia i dąży do ich spełnienia. Dzięki nim człowiek staje się szczęśliwy. Ale jednak... czy to jest sens naszego bytu? Żebyśmy my byli szczęśliwi w chwilach, gdy w drugiej części globu, dzieci głodują, trwają wojny i bieda? To samolubne, nieprawdaż? Żyjemy w świecie, gdzie jednocześnie panują okropne warunki do życia, ale też jednocześnie istnieją grupy ludzi, które chcą pomóc. Niestety tych ludzi jest stosunkowo niewielu, bo jednak ludzkość to w znacznej mierze idioci, którzy myślą o byciu popularnym, pięknym, wiecznie młodym. Tylko, czy to co po sobie zostawimy będzie zapamiętane? Czy ślady, w postaci trendów, zostaną odkryte przez naukowców za miliony lat? Czy ząb czasu nadgryzie je tak mocno, że o nich zapomnimy? Co jest po śmierci? Czy pozwoli to nam zapamiętać na zawsze ludzkie ślady? Czy po śmierci kształtuje się jakaś świadomość, która na to pozwala? Czy po śmierci "COŚ" czujemy? Tyle pytań byłem w stanie dzisiaj zadać. Myślałem o radosnych wspomnieniach, które kształtowały mnie samego. Myślałem o tym jak wyglądał dawniej świat moimi oczami, a którego nikt raczej nie doświadczy. JUŻ nie doświadczy. Bo czasy się zmieniają.

sobota, 28 stycznia 2017

Finlandia

Nie miałem dzisiaj nic do roboty poza oglądaniem "Girl meets world" i finałem UMK - fińskimi eliminacjami do Eurowizji. Trzymałem kciuki za Zühlke, która zajęła drugie miejsce. Wygrał duet Norma John z najnudniejszą i z pewnością najgorszą piosenką w tym roku. Jestem stuprocentowo pewien, że ten rok będzie nudny.
  

piątek, 27 stycznia 2017

Niejako zdrów

Tylko kaszel mnie męczy, ale z ulgą mogę powiedzieć, że to już koniec tej udręki. Już jem normalnie i mam straszny apetyt na mięso (jak weganie i wegetarianie mogą bez niego żyć). Gdy piszę ten post, kaszlę już chyba tysięczny raz, ale lepsze to niż mój stan sprzed dwóch dni. Brrr. Piłem tylko soczek, choć ten był bardzo dobry. Miałem dzisiaj dowiedzieć się kto będzie w składzie do Krajowych Eliminacji do Eurowizji, ale już trzeci rok z rzędu Telewizja Polska zmienia plany. A potem i tak Polskę będzie reprezentował ktoś beznadziejny. Nie ma co się denerwować. Ja to przeczuwam.

czwartek, 26 stycznia 2017

Hannah Montana Forever

Ojejciu. Czuję się w miarę normalnie. Cały (prawie) dzień oglądam sobie Hannah Montana Forever
Ten powrót do dzieciństwa... Wspomnienia. Coraz więcej mogę zjeść, ale wciąż się niepewnie czuję, gdy stoję. Trochę mnie brzuch pobolewa. Nie jest jednak źle. Z Jasiem pograliśmy w szachy. Wygrałem.
Dumny jestem. Idę dalej oglądać Hannah.

środa, 25 stycznia 2017

Nie jest lepiej

Ale gorzej to także za dużo. Musiałem iść z mamą do lekarza. Chodzenie to było dla mnie piekło. Lekarz przepisał mi cztery antybiotyki, ponieważ okazało się że mam infekcję bakteryjną górnych dróg oddechowych. Pięknie. By sobie umilić czas, obejrzałem dwa odcinki "Kim Kolwiek". Wróciłem do dzieciństwa. Obejrzałbym coś jeszcze. 

wtorek, 24 stycznia 2017

Umieram

Od samego początku dnia coś się ze mną dzieje. Obudziłem się o czwartej z ogromnym uczuciem gorąca i z bardzo bolącym gardłem. Towarzyszył mi kaszel i, według relacji brata, okropne jęki. Rano powiedziałem mamie, że nie dam rady chodzić o własnych nogach, i do tego bolał mnie kręgosłup i kolano. Przez cały dzień jadę na lekach i na dwóch serkach. Oczywiście musiałem z rodzicami pojechać do Wojewódzkiego Szpitala na badania w związku z przyznaniem mi renty na moją chorobę. W szpitalu miałem gorączkę 39.1 stopnia, ledwo chodziłem i jęczałem. Wizyta u okulisty i diabetologa minęła tak długo jak okres obiegu Neptuna wokół Słońca. Były pustki, więc leżałem na 4 krzesłach przykryty kartką. Cierpiałem. Mocno. Całą drogę samochodem albo przeleżałem, lub siedziałem milcząco. Po powrocie do domu położyłem się do łóżka i się wygrzewałem z pomocą mamy i jej olejku miętowego. Nie czuję się już tak źle, ale dobrze nie jest. Pozdrawiam.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Dom

Dom! Nareszcie dom! Ленчна wita. Ach! Jeszcze kilkanaście godzin temu byłem na dworcu w Poznaniu niedaleko Starbucksa, lecz nie mogłem tam zrobić zakupów w tejże sieci ponieważ zapomniałem portfela od cioci. Grrr! Co gorsza, wszystkie zdjęcia jakie tam zrobiłem (na dworcu) usunęły się z karty (chyba kolejna po raz wtóry się sama sformatowała, niech to szlag jasny trafi) pamięci. Na pocieszenie, taki obrazek:

niedziela, 22 stycznia 2017

Za dużo parodii

- Skąd wzięłaś nożyczki?
- Zajebałam z kościoła 
Ubóstwiam parodie. Najlepsze są że Świnki Peppy. Wchodzimy cały dzień z Olą na YouTube i sobie wspominamy to i owo. Niektóre teksty przejdą do historii, tak jak ten cytat powyżej. To u nas rodzinne.
Dzisiaj byliśmy w kościele i na mszy była taka siostra misjonarka z Poznania, która opowiadała o misjach w Afryce. Kupiliśmy po mszy breloczki, bębenki i inne pierdółki. Mi tata kupił np. grzechotkę z daktyli. Zobaczyć ją możecie na moim Instagramie.
Chciałem wrzucić zdjęcia szopki, które zrobiłem, ale z mobilnej wersji bloggera się po prostu nie da.

sobota, 21 stycznia 2017

Na łyżwach było super. Przejechałem ze sto kółek. Parę razy myślałem, że się wywalę, ale udało mi się to zrobić tylko jeden raz. Niestety bardzo boleśnie. Do tej pory mnie boli. Auć!!! Co najważniejsze, tata powiedział że super jeżdżę i jest zadowolony. To trochę motywuje. Dziewczyny naprawdę dobrze sobie radzą i widać że mają formę. Ja dopiero powoli stawiam krok za krokiem, ale kto wie? Zawsze można być w czymś mistrzem (ale na pewno nie w łyżwach)

piątek, 20 stycznia 2017

Wstajesz i wiesz

że to pechowy dzień. Chyba już tak kiedyś zacząłem, ale to nieważne. Wstałem i byłem sam z Marysią. Tata w Berlinie, Aneta i Adam w pracy, Ola i Madzia w szkole, a ja zająłem się młodą. Chciałem jej zrobić płatki, ale nie mogłem ich znaleźć. Później okazało się, że miałem je pod nosem. Obudziłem się znacznie wcześniej, bo trzy alarmy o szóstej rano nie zdołały obudzić nikogo oprócz mnie. Wrrr! Chciałem włączyć TV, ale odmawiał posłuszeństwa. Gdzieś później mi się udało.
Po powrocie Oli i cioci z Madzią zamówiliśmy pizzę.
Źle się czułem wieczorem, więc poszedłem z Roxą na naprawdę długi spacer. Zrobiło mi się lepiej. I Roxa jako tako bardziej szczęśliwa :)

czwartek, 19 stycznia 2017

Żarłok

Z ciocią Anetą byliśmy dzisiaj na zakupach w Lidlu. Nakupiliśmy dużo rzeczy, ale wiele było takich "typowych". Kupiliśmy parę rzeczy "bio". Śmietana, ser śmietankowy, napój ryżowy, czysty sok bez konserwantów i innych chemikaliów. Oraz ogóreczki!!! Ogóreczki najważniejsze.
Byłem sam we Frankfurcie i było super. Nagrałem vloga, więc jak wrócę to go wrzucę na YT.
Wracając do domu, poszedłem do McDonalda. Błagałem, bym nie spotkał Oli... Spotkałem. Na szczęście, jak się później okazało, nie zauważyła mnie. I dzięki Bogu.

środa, 18 stycznia 2017

Frankfurt po raz drugi.

Wczoraj byliśmy z Olą na lodowisku. Po wszystkim poszliśmy do McDonald's. Cholera. Zakochałem się w sahke'u waniliowym, ponieważ kupiłem go także dzisiaj jak z tatą odebraliśmy dziewczynki z zajęć malarskich w SMOKu (Słubickim Miejskim Ośrodku Kultury). Tata nieźle podyskutował z panią dyrektor. Co ciekawe, nie poznała mnie :P
 Dworzec we Frankfurcie.

 Tata jutro, lub pojutrze jedzie do Berlina.






 Byliśmy w Oderturmie na zakupach. Szkoda, że nie mogłem kupić tylu fajnych gadżetów w Teddy's i Nanu-Nana.
Tutaj już wracamy. Dzionek fajnie spędzony ;)

wtorek, 17 stycznia 2017

Frankfurt nad Odrą

 Przekraczamy granice!
 Wychodzimy powoli z domu, wszyscy domownicy już w szkole/pracy.
 Idziemy pod granicę. Powolutku, bez pośpiechu.
 I zachodzimy do Rosmanna w celu kupienia słodzika.
Granica państwa już blisko.
 Kot zamknięty na balkonie. Zdjęcie z rana.
 Kantor i Odra.
 Widok na niemiecką część miasta.
 Pięknie.
 Widok na Polskę.
 Niemcy.
 Boziuuuu! Ale duże miasto.
 A ma tylko niecałe 60 tysięcy mieszkańców.
 Uprzedzę pytania. Arabów i Turków jest dużo. Nie mają prawa wstępu do Polski.
 W Oderturmie, na dole. Znajduje się tu centrum handlowe. Taniej niż w Polsce.


 Pod antykwariatem kupiłem z tatą parę książek. Chciałem rozmawiać po niemiecku, ale coś nie pykło i ze sprzedawcą pogadałem po angielsku.

 Już powoli wracamy do Polski.
Zaszliśmy jeszcze do kościoła Mariackiego. Potem zaszliśmy do informacji turystycznej, gdzie przez przypadek kupiłem chorągiewkę (chciałem zapytać się tylko ile kosztuje, a wyszło inaczej niż miało być), na szczęście kosztowała tylko 2 Euro. Później odebraliśmy dziewczynki ze szkoły i wróciliśmy do szkoły.