wtorek, 6 grudnia 2016

Śnieżycowa masakra cukrowa w Mikołajki

Dlaczego tak nazwałem posta? Otóż, po pierwsze, śnieżyca znowu dała się we znaki. Po drugie, między matematykami miała miejsce taka sytuacja. Zmierzyłem cukier na pierwszej lekcji i glukometr pokazał mi... 592!!! Wiedziałem, że będzie wysoki cukier, bo czułem się źle, ale nie spodziewałem się tak dużego. Podałem wysoką korektę. Na przerwie, wchodząc po schodach, serce zaczęło mi mocno bić. Tak mocno, że przy sali od matematyki musiałem się za nie łapać, szedłem do ściany tak szybko, że aż pani od geografii spytała czy wszystko dobrze. Odpowiedziałem jej, że serce mi zaraz wyskoczy, że cukier jest prawie 6 razy za duży niż wynosi norma, że źle, że boli. Wraz z kolegą zaprowadziła mnie do pielęgniarki, gdzie odkryłem, że wkłucie się przekręciło i wystarczyło je przykręcić. I to pomogło. Potem przychodziłem do pielęgniarki monitorując glukozę i informując mamę o zaistniałej sytuacji.
 Mikołajki klasowe. Oto mój prezent. Czapka jest moja. Mieliśmy je ze sobą przynieść, a w nagrodę dostawaliśmy po cukierku.
Dzisiaj na religii uczyliśmy się "Dzisiaj w Betlejem" po łacinie. Ale pięknie nam to wyszło.
 Choinka na korytarzu.
 W autobusie usłyszałem jak w radiu mówią, że warto zimą wychodzić o jeden przystanek wcześniej, żeby spalić trochę tłuszczu. I tak też zrobiłem. Przystanek jest oddalony o 10 minut od mojego. Trochę się naszedłem. Całą drogę trzymałem misia z czapeczką przy sobie.
Mieliśmy wywiadówkę o 17. Jest dużo uwag, pani narzeka na klasę, że jesteśmy bardzo rozgadani i niegrzeczni, i że zachowujemy się jak pięciolatki. O mnie jednak nie było zbyt dużo złych słów. Ogółem przedstawiany jestem jako sympatyczny i grzeczny chłopak (#chwalę #się #samolub)
Mój Instagram.