czwartek, 8 grudnia 2016

Nerwy do konserwy i na eksport.

Jadę spokojnie autobusem i chcę posłuchać muzyki. Jedna słuchawka nie działa. Chrzanię to i jadę w ciszy. Po czwartej lekcji nie wytrzymałem, słuchawki powyrywałem i wyrzuciłem do śmieci. Dziś na geografii poprawiałem sprawdzian. Mocno zależy mi na piątce, więc napisałem najlepiej jak potrafię. Pani powiedziała, że wyglądam jakbym medytował, a ja żartobliwie odpowiedziałem, że niestety Śiwa nie chce pomóc. Taki żarcik. Na angielskim natomiast we znaki dawało się niedocukrzenie. Nerwowo stukałem dłońmi o ławkę, co spowodowało, że pani mnie za nie złapała i posadziła spokojnie. Do tego doszła dezorientacja, bo wszyscy wokół gadali. Czułem się dziwnie, nie łapałem o co chodzi. Do tego złożyłem kartkę od pani na kilka części, co się nie spodobało pani. Powiedziała, że zaraz wymyśli niebanalną, żartobliwą uwagę, potem powiedziała, że postawi mi pałę, a na sam koniec skończyło się minusem. Czyli nie aż tak źle. Potem chciałem się wytłumaczyć, że niski cukier, ale odpowiedź: "ty mi się cukrem swoim nie tłumacz" udowodniła, że nie warto w to brnąć.
Para słuchawek numer 2 (już w domu) zaczęła mi szwankować na telefonie. Włączały się aplikacje, takie jak wyszukiwanie głosowe, smart connect i inne tego typu. Przerywały mi cały czas słuchanie muzyki, więc je usunąłem, niby wszystko powinno być ok, aż tu nagle filmiki na YouTube się same pauzowały. Nie wytrzymałem. Te słuchawki też porwałem i wyrzuciłem do kosza. Dwie pary jednego dnia. Jak się bawić to się bawić.
PS
Śniegu już nie ma. Głupi deszcz...