niedziela, 13 listopada 2016

Trzy dni u babci

W piątek przyjechałem na Korytynę (w międzyczasie odwiedziliśmy też drugą babcię w Podhorcach)
Już pierwszej nocy graliśmy w straszne gry ("The Forest") i słuchaliśmy punka wraz z disco polo.
Następnego dnia, czyli wczoraj, wyszliśmy na dwór w dość niską temperaturę (5 stopni na minusie, brrrr...), wyglądało to tak.



 Kacper zainstalował "Outlast" i "Amnesia" i razem graliśmy. Straszniejszy był "Outlast", bo klęliśmy ze strachu. Jeeeez, co to było. Muszę powiedzieć, że Kacper to naprawdę śmieszna osoba, z poczuciem humoru... innym od reszty. Takim, które nas wszystkich bawi. Jesteśmy niekonwencjonalni. Nie wiem więc czemu przyszło mu do głowy rozmyślanie na temat mijającego czasu, życia, które będzie trwać i minie, gdy tego nie zauważymy. Doprowadziło mnie do konsternacji, ale także do rozmyślania na temat sensu istnienia. Dzięki Kacper.
 Dzisiaj było cieplej. Ale spadł śnieg








 Tata myje auto. U nas, w Łęcznej.