czwartek, 17 listopada 2016

Multum pozytywnych zdarzeń

8:20. Lekcja się zaczyna. Od kilku minut jestem w szkole, ale stoję pod gabinetem pielęgniarki, ponieważ mam mieć bilans. Czekam z kilkoma osobami. W końcu wchodzę jako jeden z pierwszych. Ważę 84 kilo, przy 180 centymetrach wzrostu... Potem lekcja... o krwotokach. Koszmar dla hemofoba. Służyłem do tego jako królik doświadczalny. Na polskim odgrywaliśmy scenkę z dramatu "Antygona w Nowym Jorku". Ja byłem Saszą, bezdomnym żydem z Rosji. Gadałem z rosyjskim akcentem. Na drugim polskim napisałem opowiadanie, ot tak sobie, a po lekcji zaniosłem je pani, by je oceniła. Jutro da mi znać. Chyba.
Na geografii sam się zgłosiłem do odpowiedzi i dostałem 5-
A na angielskim bawiliśmy się w manekina. Ja byłem manekinem, a dwaj koledzy robili mi różne rzeczy. Jeden mówił (po angielsku) co drugi kolega ma robić. Skończyłem ostatecznie kucając z rękoma uniesionymi w górze, na wierzchu jednej z dłoni trzymając piórnik kolegi, na głowie mając szalik i podręcznik. Na mym barku leżał długopis. Trochę komicznie.
Dzisiaj multum pozytywnych informacji.
Tata zdał na prawo jazdy, a Jasiek w poniedziałek jedzie do Warszawy, ponieważ weźmie udział w "Jaka to Melodia?". Pomagałem mu napisać jego charakterystykę, ponieważ taka jedna pani napisała do niego na Facebooku. Oczywiście chodziło o książki, królika, filmy, gry planszowe, rowery, kajaki i inne jego "pasje". W sposób żartobliwy. Jedzie z mamą.