piątek, 21 października 2016

Wstajesz i wiesz, że to będzie zły dzień

Szaro za oknem, zimno. Wstajesz o 5:30. Nie bierzesz pieniędzy, ani jedzenia i nie jesz śniadania. Potem wychodzisz z domu, przedtem przechodząc przez niemiłą rozmowę z tatą. Jedziesz autobusem w deszcz, ledwo usiadłeś na siedzeniu. Miałeś farta i przyszedłeś 8 minut przed lekcją do szkoły. Fajnie. Dwa wuefy. Na poprzedniej lekcji nie dokończono odbijania piłki siatkowej sposobem górnym i dolnym, więc pozostałe 3 osoby (w tym ja) musiały dokończyć. Dwie tróje. Psia mać. Potem sprawdzian z historii, grupa numer 1, pytania w cholerę trudne, wówczas gdy grupy nr 2 i 3 miały o wiele łatwiejsze pytania. Poza tym, to jeszcze pomagałem niektórym gdy pani nie patrzyła. Taka dobra dusza. Potem polski i chemia. Kartkówka. Cholera jasna. Napisałem źle, bo jestem tłukiem chemicznym. Będzie sporo pał, sądząc po tym co mówili inni. Następny był angielski, ale tym razem mieliśmy go ze studentką-praktykantką. Nie było jakoś źle. Nasza pani siedziała z tyłu i się tylko przyglądała ew. coś zapisywała. Tak samo studentka nr 2, która nie odzywała się w ogóle. W końcu po matmie można było wyjść ze szkoły, wsiąść w autobus i pojechać do domu, którego nie lubię (o tym powiem za parę lat...). Sprawdziłem sobie Instagrama. Ponad 65 nowych obserwujących i ponad 60, którzy przestali mnie obserwować. Co za wymiana. Nie rozumiem ludzi, którzy najpierw mnie obserwują, a potem przestają. Normalnie nie rozumiem. Życie jest piękne. Nieprawdaż? Zwłaszcza w dni takie jak te.