piątek, 16 września 2016

Z koleżanką z Twittera

Z góry przepraszam za to, że zdjęcia są nie po kolei, ale jak je przenoszę z pamięci telefonu na kartę pamięci, to tak po prostu się dzieje.                                            
 Widok z okna w sali matematycznej. Wczoraj na matmie zadzwonił próbny alarm przeciwpożarowy i musieliśmy się ewakuować. Dzisiaj matematyką zakończyłem tydzień żmudnej nauki. Dostałem dziś czwórkę z historii.
 6 rano. Po pobudce.
 17 złotych wydanych w Macu w Tarasach. Czekałem na Natalkę, która przyszła po tym jak już zjadłem i poszliśmy najpierw pod zamek posiedzieć, a potem do Wesołego Miasteczka.

 Rano.

 Kawka

 Ranek na Rynku I
 Selfie na kolejce w parku.
 Na łabądkach.
 Postawiłem nam wszystko. Kolejka za dychę, łabędzie po 7 złotych. W sumie 34 złote.

 Ale była jeszcze jedna atrakcja.
 Na którą Natalka bała się iść (btw zrobiła zdjęcie swoich nóg).
 Diabelstwo.

 Widziałem ludzi pod sobą. Np. szedł sobie chłopak chodnikiem i pokazał mi kciuk w górę, że to zajebiste. Natalka bała się, że na nią spadnę.
 Przed startem pomodliłem się.
 Po kilku podrzutach krzyczałem, że nie chcę, że chcę zejść, ale bezskutecznie.
 Z czasem przestałem się bać.
 Ale mówiłem: "Maryjo. Tak bardzo Cię kocham."
 I że się wyspowiadam w niedzielę.

 Okropne przeżycie, ale niezapomniane.
 Tu już w Tarasach w przymierzalni w Croppie.
 Kupiłem sobie ostatecznie koszulkę z pizzą za 40 złotych. Rzadko pozwalam sobie na takie rarytasy.

 Kupiłem sobie jeszcze najnowszego Cosmopolitana.
 A na dworcu w Lublinie multum ludzi. Nie chciało mi się czekać na autobusy, które i tak pewnie zostałyby zapełnione. Więc poszedłem tylko 6 kilometrów do Jakubowic Murowanych by stamtąd pojechać z własnym siedzeniem. Jeeez. Jak mnie bolały nogi.
 Pobiłem rekord w Subway Surfers