wtorek, 27 września 2016

Kółko, historia, basen, szóstka z religii.

Zapowiadało się na to, że spóźnię się na historię, bo o 10:06 (czyli 6 minut po dzwonku) wychodzę z dworca i pędem biegnę do szkoły mijając paru kolegów z klasy (co mnie zdziwiło). Musiałem z rana pójść do biblioteki gminnej, gdzie miałem wypożyczyć "Dżumę" Alberta Camusa w ramach lektury szkolnej. Siedziały tam starsze panie i miały jakieś posiedzenie. Pani wklepała moje dane (dobrze mnie zna) i jedna z pań z posiedzenia spytała bibliotekarkę, czy jestem synem tej pani, co napisała książeczki o żarcikach swojego syna ("Hubercikowe Humorki" oraz "Mądrości Życiowe Hubercika"). Na odpowiedź twierdzącą zareagowała: "ale żeś wyrósł". Ja się uśmiechnąłem i inna pani powiedziała: "ale uśmiech mu się nie zmienił". Wracając jednak do spóźnienia. Wbiegam zdyszany już z kurtką na górę (bo nasza szatnia była zamknięta) i mam już wchodzić do klasy, otwieram drzwi, a tam inna klasa i inna nauczycielka, która poinformowała mnie, że ta lekcja została przeniesiona na inną godzinę, czyli oznaczało to, że pojechałem do szkoły za wcześnie. No cóż. To tylko jednorazowa zmiana, więc poszedłem spokojnie do biblioteki, gdzie spotkałem nauczycielkę historii, z którą na sam koniec dnia mieliśmy faktycznie lekcję. Paru kolegów dołączyło do mnie, bo również nie wiedzieli, że tej lekcji nie ma. Mówi się trudno. Na pierwszej matmie mieliśmy normalną lekcję, a pod koniec pani rozdała kartkówki (dostałem piątkę). Na drugiej godzinie pisaliśmy sprawdzian. Wszystkie zadania od 1. do 9. zrobione hop-siup. Za wyjątkiem 7. Ono było piekielnie trudne i na pewno wynik był zły, bo to był pierwiastek szóstego stopnia z 3 i 1/7, czyli, z prawie Pi. Na wychowawczej zapytałem panią co mam zrobić z historią, bo chcę iść na basen. Pani powiedziała, że po lekcji mam zadzwonić do mamy (w moim przypadku puścić jej sygnał, po czym czekać na oddzwonienie) przy niej, po czym dać jej telefon, żeby mama udzieliła zgody na wyjście. Nie zadzwoniła na przerwie, a na lekcji religii dwukrotnie (na szczęście był wyciszony) kiedy to przedstawiałem zabawną prezentację na temat subkultur, za którą dostałem szóstkę. Próbowałem także po religii, ale ona zadzwoniła wtedy, gdy już wchodziłem do klasy. Pod wpływem wściekłości powiedziałem jej, żeby się wypchała (głupio wyszło, ale tak bywa przy zdenerwowaniu i wysokim cukrze). Przez całą lekcję pani pytała tylko dziewczyny, ponieważ my mieliśmy przedwczesny dzień chłopaka z powodu tego, że w piątek mamy rajd klas pierwszych. Na wychowawczej dostaliśmy bombonierkę i krawaty:
Fajny, nieprawdaż?
Po przyjściu do domu mama powiedziała to i owo (nie było kłótni). No, ale ostatecznie jakoś się porozumieliśmy.
Mogłem sobie spokojnie wyjść na spacer o osiemnastej, w akompaniamencie świateł ulicznych i o zmroku wrócić do domu.