niedziela, 25 września 2016

Jedziem na Wisznice

No i tak było.
 Pierwszy przystanek - Sosnowica



 





 Potem Jabłoń






 Restauracja "Bosman" w Wisznicach.





Wszyscy już zjedli, a ja jeszcze nie otrzymałem swojego dania. Co się stało? Ano zapomnieli o mnie...
 A potem jechaliśmy na Parczew, gdzie mama bała się jechać. Potem tłumaczyłem im drogę na Łęczną, opisując jak mi się nią jechało na rowerze. Ileż na niej zakrętów. Mama strasznie się na nie złościła.
Nie było mnie tylko 4 godziny, a ile powiadomień.