piątek, 26 sierpnia 2016

Carpe Diem 22 - Jak kota nie ma to myszy harcują


Rodzice pojechali do Szczecina (akurat gdy teraz w TV leci EMA w Szczecinie), by jutro z biurem podróży zwiedzać Berlin. Czyli ja i Janek mamy wolną chatę.

Dzisiaj po 9. przyszedł do mnie Konrad, który powiedział, że możemy potajemnie jechać do Lublina. To był jego pierwszy raz (mój trzeci). Zanim jednak tam pojechaliśmy, to on poszedł ze mną do jego mamy, gdzie zabajerował ją tym, że jedzie ze mną i moimi rodzicami na działkę.
 Najpierw poszliśmy do Maca w Tarasach Zamkowych. Konrad liczy hajs.















 Strzeliłem sobie mnóstwo selfiaków i nie wiem, którego wrzucę na Instagrama. Chyba zapytam Olę.











 Poszliśmy na dziedziniec zamku.


 Idziemy piechtakiem na Narutowicza.

 Byliśmy juz na Narutowicza, ale poszliśmy...
 Dolną Panny Marii.
 Dawny dworzec autobusowy.






 Idziemy.

 Dolna Panny Marii.




 Na lewo jest Narutowicza, gdzie byliśmy dosłownie 10 minut wcześniej.








 Plac Lecha Kaczyńskiego? Naprawdę
 Chłopaki trenują Parkour.



 Z Konradem mocno obawialiśmy się, że nie zdążymy wrócić przed 15. Mieliśmy właśnie wtedy wrócić.

 Ale najpierw musieliśmy pójść zobaczyć gdzie kiedyś mieszkał -,-
 Szliśmy ścieżką rowerową.
 Doszliśmy ok. 14:30
 Ale telefon mi wtedy padł.
 Kupowaliśmy lody
Posiedzieliśmy nad zalewem, gdzie było dużo osób. W spodniach weszliśmy do wody, ale ratownicy kazali nam wyjść, bo czerwona flaga. Potem wracaliśmy na piechotę, a jeszcze pózniej autobusem wprost na dworzec. Tam szybko pojechaliśmy do domu. Byliśmy bardzo zestresowani i wymyślaliśmy wymówki, żeby nie mieć kłopotów. Rodzice mi uwierzyli. Przez telefon, ale Jasiek kompletnie nie wiedział gdzie byłem. Potem mu powiedziałem prawdę i obiecał, że rodzicom nic nie powie. YOLO.