piątek, 8 lipca 2016

Carpe Diem 4 - Senny ranek i Lubartów

Wczoraj nie mogłem zasnąć. To straszne. Położyłem się dopiero o 5 rano, a musiałem się obudzić o 8, ponieważ tego wymaga choroba. Zawsze muszę budzić się około 8 rano, żeby zjeść śniadanie i zmierzyć cukier.
Po obiedzie wybrałem się na rower. Przygotowałem się. Wziąłem ze sobą jedzenie, glukometr, aparat itp. Wybrałem złą porę, bo był straszny wiatr. W Spiczynie spotkałem mojego byłego już pana od wuefu. Wtedy do Lubartowa miałem 18 kilometrów. Pan ostrzegał mnie przed nadchodzącym deszczem, ale ja się nie poddałem. Dojechałem, pozwiedzałem niewielką część miasta i wróciłem. Parokrotnie udało mi się przekroczyć 38 kilometrów na godzinę.