poniedziałek, 6 czerwca 2016

Wspomnienia

Jest 17 stopni, a jednak ciepło. I przyjemnie. Przerwa szkolna. Biblioteka. Lubię to. Wspominaliśmy na wychowawczej całe 3 lata w szkole, bo w czwartek po następnym czwartku mamy koniec roku szkolnego. Refleksje, smutek, wspaniałe wspomnienia.
Dało mi to pomysł na napisanie posta o... moim dzieciństwie i głupich wybrykach. Bo to jest śmieszne i zabawne.

  1. Czteroletni ja. Urodziny. Już świta, a ja żeby obudzić domowników... wziąłem mikser i zacząłem nim hałasować w środku salonu. Ach. Jeszcze nie mieszkałem w Łęcznej.
  2. Historię znam tylko z opowiadań. Bardzo zakochałem się w pani artystce, która była starsza ode mnie z 20 lat. Ja, ona, pani Hania (post o Olsztynie z sierpnia wiele wytłumaczy), tata i chłopak z którym się wówczas lubiłem (teraz już nie) pojechaliśmy gdzieś samochodem. Zatrzymaliśmy się na jakiś postój, a ja, żeby zaimponować pani J. postanowiłem, że wyrzucę klucze do śmietnika. Dopiero pani Hania je znalazła.
  3. Namówiłem moją trzyletnią kuzynkę (miałem wówczas 8), żeby kopnęła psa, bo on to lubi.
  4. Byłem świadkiem jak mój kuzyn (rówieśnik, wtedy 4 lata), oblewał mlekiem z butelki swojego 2 lata młodszego brata. On potem dostał od rodziców, a ja nie.
  5. Chodzenie na strych, budowanie drogi po mieście (specjalne klocki firmy Wader) i celowe rozpierniczanie trasy, mówiąc, że było trzęsienie ziemi. Świetnie się bawiliśmy w czwórkę.
  6. Zabawa w Totalną Porażkę. Nadchodzi kolejna eliminacja (większość zawodników było zmyślonych, ale gdy ktoś z nas odpadał, to stawał się kimś innym). Eliminujemy Dominika (bo go nie lubimy) i wmawiamy mu, że odpada dlatego, że zjadł szefowi tort.
  7.  Tata mówił mi, że jak miałem 2 lub 3 lata, to wrzucałem rybom do akwarium co popadnie. Telefon mamy (taka cegła), a nawet mydło. Biedne rybki pozdychały.
  8. Wyrzucałem różne rzeczy przez okno na pierwszym piętrze (mieszkałem w szkole). Były to głównie poduszki, ale zdarzyło się raz, że wyrzuciłem lornetkę. Poważnie.
  9. Pamiętam jak mama przychodziła jesienią z Plamką (moim psem) do mojego przedszkola. Chciałem pokazać ją wszystkim koleżankom, ale mama nie pozwoliła. Już wtedy trzymałem się głównie z dziewczynami i komentowaliśmy odcinki W.I.T.C.H
  10. Wmawiałem dzieciom w pewnej wsi (na granicy z Białorusią - byłem tam tylko raz), że jestem wilkołakiem. Niektóre z nich szkoliłem na prawdziwe. Właściwie to tylko jednego chłopaka, ale i tak było zabawnie.
  11. Jeszcze zabawniej było na dożynkach w sąsiedniej wsi. Wystawy ze słomy, piękne śpiewanie, stroje ludowe, ale mi się nie chciało iść. W ogrodzie na huśtawkach siedziałem ja i kuzyn, gdy nagle przyszła mała M. córka cioci, jedna z bliźniaczek i natychmiast zażądała bym jej ją oddał (a były trzy huśtawki!!!). Ciocia powiedziała, żebym jej dał, a ja wkurzony, że dziewczynkom się wszystko należy pobiegłem na dożynki właśnie. Na przystanku dorwała mnie ciocia, zawiozła tam gdzie zmierzałem, a gdy mi się znudziło siedzenie tam z tatą i dziewczynami, wracałem znów na piechotę, gdzie dopadły mnie psy (cały czas tam są i nas wkurzają, gdy idziemy potajemnie do sklepu), których się przestraszyłem.
Wspomnienia ze wsi, na której mieszka babcia, dziadek oraz wujek i ciocia z dziećmi są najlepsze i na zawsze utkną mi w pamięci.
Edit: 20:53
Tymczasem lewica narzeka na nacjonalizm:



Brawo PiS.