wtorek, 24 maja 2016

Rutyna

Kolejny ranek taki jak zwykle. Pobudka, zjedzone płatki (pyszne, słodziutkie), chociaż cukier niemały - 302. Potem uprasowałem sobie koszulkę, umyłem zęby, twarz i zrobiłem peeling, poprzeglądałem Twittera na telefonie i wyszedłem do szkoły.
Szkoła nigdy nie jest rutynowa. Zawsze coś się dzieje.
Pierwszy niemiecki. Lubię naszą nauczycielkę, bo jej lekcje są trochę na luzie.
Potem matematyka, na której rozwiązywałem zadania na kartce.
Następna biologia, podczas której nas wyrzucono, bo do sali dają nowe meble.
A teraz jestem w bibliotece, bo na angielskim mamy zastępstwo z panią P, która pozwoliła mi zostać z panią Z w bibliotece. Mamy teraz z Szymonem bekę.
Edit: 14:53
Już w domu. Sam.
Na wuefie graliśmy w piłkę ręczną. Ja stałem na bramce. Wygraliśmy 12:5
Na polskim dokończyliśmy oglądanie "Listy Schindlera"
Planowałem po lekcjach posiedzieć przez godzinę w bibliotece, ale nie mogłem się tym nacieszyć, bo po 20 minutach pani musiała wyjść.
Nawet nie wiecie jak parzy nagrzany parapet.
Wracając do domu mijałem robotników wylewających asfalt na ulicę pełną dziur. I bardzo dobrze. Na Rynku II jest ich mnóstwo.