niedziela, 1 maja 2016

Maj

Uwielbiam maj. To mój najulubieńszy miesiąc w roku. Zazwyczaj jest ciepły, ale dzisiaj mnie nie zachwyca. Słoneczko świeci.
Ale jest coś gorszego. Niewyspanie.
Tak. Siedzieliśmy przy komputerze do 4 rano. Mama mi wypominała, że z tatą nie mogła spać przez głośną muzykę, a ja byłem strasznie głośny i cały czas było mnie słychać (foch). Babcia ugotowała mleko, które rano wydoiła, a ja nasypałem płatków do miseczki. Broniła mnie w dyskusji (bo kłótnią tego nie nazwę). W nocy oglądaliśmy filmy na YouTube, oraz graliśmy w Slendera o 2 w nocy. Najgorsze były hałasy wydawany przez bezprzewodowy głośnik. Chcieliśmy zrobić klimacik.
Zawału można było dostać. Dosłownie. Było strasznie głośno. Ja zebrałem 4 z 8 kartek, Dominik 2, a Kacper jedną.
Cały czas przeklinaliśmy i wysyłaliśmy snapy.
Rano pojechaliśmy do kościoła w Trzeszczanach (trzy wsie dalej). Dziadek i babcia mają miejsca z boku kościoła między ołtarzem, a zakrystią. Babcia nie mogła pojechać z nami.
Po kościele bolały nas kolana (1. Niedziela miesiąca), ale pojechaliśmy jeszcze do sklepu. Poprosiłem mamę o pieniądze na loda, ale miała same dwudziestogroszówki. W sumie dostałem 2 złote. Najgorzej jednak było wyjść. Trzeba było rozsunąć miejsca przed nami, bo z Kingą siedzieliśmy w bagażniku.
Kupiłem sobie loda w rożku. Z Chełma.
Teraz siedzimy i znowu słuchamy muzyki.
Edit: 21:07
I kolejny dzień minął. Zrobiliśmy grilla na majówkę. Wspinaliśmy się z Dominikiem na drzewo mego dzieciństwa. Po obiedzie tarzaliśmy się z Kingą po łące i podziwialiśmy piękne widoki na las. Z Karolinką też się pobawiłem. Pospacerowaliśmy z nią nad ruczaj wokół którego rośnie kilka drzewek i patrzyliśmy. Piękno. Na przystanku widniało ogłoszenie majówkowe. Niecałe dwie godziny temu wróciliśmy z wycieczki do lasu i szkoły (zniszczonej) do której uczęszczało kilku moich wujków profesorów oraz mój tata. Odwiedziliśmy też studnię, której bałem się za młodu. Ogółem to udawaliśmy, że robimy questa w najnowszym Wiedźminie. Przed kolacją ukończyłem grę. The Walking Dead. Smutne zakończenie.
Podyskutowaliśmy też o domku zabaw ze zjeżdżalnią, który dziadek kupił za ponad 1000 złotych. Komu służy? Dziewczynkom. One są małe i się cieszą. Jest ich cztery (dwie najstarsze też się czasem bawią). Nam, chłopakom nie służy do niczego. Zwykły bubel, bo jesteśmy za duzi. Dziadek nie myśli o wnukach, tylko o małych wnusiach. Szkoda tylko, że wyrosną z tego domku. Dlatego sądzę, że lepszą inwestycją było kupno konsoli, na której grać mógłby każdy i służyłaby nawet i 10 lat. Może więcej? Po prostu dziadek nie przemyślał dwa lata temu co kupuje. Ach. Kilka lat temu sad był lepszy, ale teraz robi się wszystko dla dziewczynek. Bo są młodsze.