czwartek, 21 kwietnia 2016

To dobry czas.

Na szczęście skończyły się już egzaminy i mamy luzik. Rano jednak nie było mi tak wesoło ponieważ moje usta dookoła są fioletowe. Nauczyciele zwracali na to uwagę i mówili, że lizałem się po twarzy na wietrze, albo, że zrobiłem #kyliejennerchallenge. Teraz nie robi to na nikim wrażenia, bo hitem jest filmik w którym udzielałem wywiadu dla naszej lokalnej telewizji (Fejm: pół tysiąca wyświetleń).
Poszukiwałem na Facebooku moich starych zdjęć, by móc powspominać

Białystok w 2011 roku.

Mój rysunek na święta 2012


List od ambasady Czech za zajęcie miejsca w konkursie.

Moja teoria spiskowa z końca 2013.

Na wycieczce do Warszawy w grudniu 2013.

Wadowice - Wakacje 2011

Palmiarnia w Gliwicach - 2012

Żywiec 2011

Opole 2010

Świnoujście - 2009 przed wyjazdem do Kopenhagi

Wilno 2012
.
Edit: 13:03
Pani powiedziała mi, że powoli staję się poważny (NIEEE...) i to po mnie widać. Biblioteczna ekipa zaczęła się powoli smucić.
Kochani przyjaciele <3
.
Dodatkowo koleżanki chcą, bym napisał kolejny rozdział tego opowiadania o geju. Pani Z tak samo.
Na matematyce rozmawialiśmy z panią na temat ocen i wiem, że moja ocena końcowa z matmy to 4.
Potem mówiliśmy o liceach lub technikach, które wybieramy. Później wdałem się z panią w dyskusję na temat naszych rodzinnych stron.
Na religii była chemia, a na polskim laba i opis wycieczki, na którą jedziemy.

.
Edit: 15:21
Planowałem z moim kolegą (załóżmy, że K) pójść do "chińczyka" żeby kupić sobie gluty w pudełeczku. Na szkolnym dziedzińcu podszedł do nas przyjaciel z biblioteki - M. Pogadaliśmy z nim chwilę, gdy nagle z tyłu do niego podszedł H. H miał jakiś problem z M, o którym w tej chwili nie wiedzieliśmy. Bacznie kibicowali mu jego koledzy. Było ich 4. H uderzył M w twarz i wtedy do akcji wkroczyłem ja oddzielając ich od siebie i mówiąc, żeby nie rozwiązywali problemów pod szkołą przy kamerach, a poza tym przemoc to nie rozwiązanie. H nadal zaczął szarpać M, gdy zacząłem na niego krzyczeć, żeby przestał. Naprawdę miałem ochotę przywalić gnojkowi, ale nie chciałem mieć kłopotów (zarówno K, M, H jak i jego koledzy byli w pierwszej klasie gimnazjum) w szkole. Jedna z moich koleżanek ostro krzyknęła do H, żeby przestał, a w międzyczasie on odparł, że nie przestanie. Ostatecznie myśleliśmy, że sprawa ucichnie i poszliśmy z M w stronę "chińczyka" właśnie. Mieliśmy się z nim rozstać, ale widzieliśmy, że H wraz z ekipą idzie za nami, więc postanowiliśmy go podprowadzić pod jego blok, który był całkiem blisko. Niestety. H wszedł do klatki, a ja wraz z ekipą za nimi. Blokowałem H dostęp do M, któremu mówiłem, żeby szedł na górę. Ten nie posłuchał i stał nadal, gdy nagle najgrubszy z chłopaków mnie odepchnął i wtedy H podszedł do M i zaczął go dusić. Wyjąłem telefon, bo chciałem zrobić zdjęcie, ale gruby mi nie pozwalał, mówiąc, że to ich sprawa i, że to wina M. Ostatecznie wlazłem na schody, zrobiłem zdjęcie bijących się kolegów i jak najszybciej pobiegłem do szkoły, do biblioteki i opowiedziałem chaotycznie o sprawie z M. K przyszedł parędziesiąt sekund po mnie. Pani Z powiedziała, żebyśmy poszli do pani psycholog, a gdy ta usłyszała co się kręci, wzięła kurtkę, oddała klucze pani Z i natychmiast z nami wybiegła ze szkoły. Na szczęście pod klatką ich już nie było, ale zobaczyłem, że ekipę H pogoniła matka M, która powiedziała, że chłopaki robią mu "karczycho" zawsze jak ogoli głowę, a ten zawsze się wścieka. Dzisiaj też tak było i dlatego coś mógł powiedzieć, ale H ubzdurał sobie, że wyzywał go na pojedynek po szkole. Mama M podziękowała nam za reakcję, bo inaczej nie miałaby świadków, bo spółdzielnia mieszkaniowa sobie robi z nich jaja i nie naprawia domofonu (gdyby działał to M by nie pobito). Ostatecznie wróciliśmy do szkoły i opowiedzieliśmy wszystko pani psycholog i pani Z, które potem poszły z zapisanymi na kartce relacjami do pani dyrektor. Oliwa sprawiedliwa. Przy okazji pani psycholog pogratulowała nam dojrzałej postawy i obiecała, że przekaże cynk naszym wychowawcom. Na szczęście wychowawczynią M i całej zgrai jest moja nauczycielka angielskiego - pani O. która pomimo tego, że jest fajna i miła, to też strasznie surowa, więc chłopaki mają przerąbane. Przy okazji, biedny M. Pani Z martwiła się strasznie o niego, ale na szczęście nic mu nie jest. Martwiła się również o mnie, ponieważ mógł mi skoczyć lub spaść poziom cukru, ale nic się nie stało. Ostatecznie poszliśmy z K do "chińczyka" i kupiliśmy gluty w pudełku (właściwie on kupił dla nas obydwu), a ja jutro z własnymi pieniędzmi tam idę i kupię sobie jakąś pierdółkę.
.
Najgorsze w tej akcji jest to, że dziedziniec ludzi nie zareagował. Nikt nic nie robił, albo kibicował H, gdy ja musiałem sobie radzić sam. I to jest przerażające. Nie wyobrażam sobie, co mogłoby się stać gdybym dzisiaj nie wziął telefonu (miał słabą baterię). Nie było też żadnego nauczyciela.
Przepraszam za to, że wszystko jest tak chaotycznie opisane, ale to przez te emocje.
Mam dobry uczynek.