wtorek, 9 lutego 2016

Słyszę mewy

Dopóki tata wczoraj nie zaprowadził mnie do kołobrzeskiego konsulatu Orange, to nadal wyskakiwałby mi ten głupi błąd i z Internetu byłyby nici. Na szczęście zresetowałem system i mam dane komórkowe. Jeeeeej. Nic już się nie psuje. W sanatorium dają tak obfite śniadania i obiady, że nie mogę ich zjeść do końca. Heh. Kołobrzeg jest bardzo ładny. Mam też parę zdjęć na Twitterze, więc jak chcecie to możecie obejrzeć. Spacer po molo lub po brzegu morza jest bardzo relaksujący.
Zaraz idziemy na basen.
Edit: 9:49
Zaraz drugie śniadanie. Basen był za słony, ale bardzo zdrowy. Mam pozdrowienia od pani bibliotekarki ze szkoły i ogólnie od wszystkich z biblioteki. Pięknie.
Edit: 12:19
Po śniadaniu drugi raz gimnastyka, a później spacerek. Teraz jesteśmy w sali od ping-ponga i czekamy na obiad o 13.
Edit: 16:33
Przed podwieczorkiem miała miejsce dość sytuacja. Mieliśmy o 16:15 być w świetlicy przed jedzeniem, a my poszliśmy od razu, bez czekania i dostaliśmy ochrzan.
Edit: 21:22
Ziomek z mojego pokoju sprzedaje perfumy. Niezły interes prowadzi. Szkoda, że dyżurna pielęgniarka kazała dziewczynom iść na górę, bo cisza nocna.
Tęsknię za tatą. Pojechał wczoraj o 19. Dopiero 4 dzień. Dzisiaj był quiz o kotach i spotkanie z panem pracującym w kolobrzeskim schronisku dla zwierząt. Jutro chyba będzie quiz o sporcie, więc się zgłosiłem. Moja grupa jest fajna. Są 4, a my jesteśmy numerem 2. Nas jest także najwięcej (14). Wszystkich polubiłem. Wychowawczyni też jest fajna.