niedziela, 28 lutego 2016

Opinie

Na Twitterze ogromna liczba osób popiera Margaret i jej piosenkę na Eurowizję. Mam nadzieję, że dobrze zaśpiewa, a my ją wyślemy do Sztokholmu.

piątek, 26 lutego 2016

Wizyta w Twierdzy

Jak to powiedział słynny krakowski nestor, którego nazwisko wyleciało mi z głowy - "Historia jest nauczycielką, której nie słuchamy".
To najprawdziwsza prawda, ponieważ podczas dzisiejszej wizyty w Kołobrzeskiej Twierdzy większość moich rówieśników siedziała z nosem w telefonie zamiast słuchać. Na początku pan przewodnik opowiadał nam o końcu II wojny światowej (8 maja, 2 września to w USA i Japonii) i o tym jak Winston Churchill planował na 1 lipca 1945 roku III Wojnę Światową, ale się nie udało (ponoć) przez Stany Zjednoczone oraz przez dużą liczbę radzieckich żołnierzy na Wiśle. Miała się rozpocząć najazdem na Szczecin i przez Bydgoszcz dojść do Warszawy. Niestety Polska stała się krajem komunistycznym, pod władzą ZSRR. Nasza historia nas nie rozpieszcza.
.
Oglądaliśmy także film demonstrujący wybuch bomby atomowej. Przerażające. W Polsce nie ma dużej liczby schronów. Ta liczba jest bardzo mała. Co my zrobimy z tym faktem? Wojna przechodzi nam koło nosa!!! Poza tym nie mamy łatwego dostępu do broni.
Na szczęście pan przewodnik ma zezwolenie i ma kilka sztuk broni historycznej, czyli z dawnych lat.
.
Ciekawostka - w 1966 roku Polska była jednym z najlepiej rozwiniętych militarnie państw.
Ciekawostka numer 2 - W trakcie trwania Zimnej Wojny, główne miasta, poligony i fabryki miały być zniszczone, a nasz kraj miałby być wielką atomową pustynią. Związek Radziecki nawet trzymał u nas swój arsenał. Na szczęście nic się nie stało, a komunizm upadł.
Ciekawostka nr 3 - anegdotka od pana przewodnika: Kiedyś dla żartów z kolegami z instytutu historycznego włamali się na pocztę Urzędu Miasta. Byli rozsądni i powiadomili o tym urzędników.

poniedziałek, 22 lutego 2016

Nagrywanie

Ten poniedziałek był czadowy. Naprawdę.
Przed spacerem dostałem drugą szóstkę z zachowania z całego tygodnia. W południe spacerowaliśmy z panią M. po centrum miasta. Kołobrzeg naprawdę mnie zachwycił.
Po obiedzie jak zwykle poszliśmy do szkoły. Na historii mieliśmy kart mówię z wieków i połów. Lata przed nową erą były trudne, ale dało się je zrobić. Dostałem 5.
Najintensywniejsza praca była na matematyce i polskim. Matma była prościutka i chyba dostałem ocenę za pracę na lekcji. Na polskim pisałem sprawdzian z neologizmów i w 10 minut co skończyłem. Miałem mało błędów, ale wiem, że sponsor nie może oznaczać wspomagania, tylko osobę, którą wspomaga. I tyle.
W piątek nie mogłem pisać konkursu z ortografii, ale pani była tak miłą osobą, że pozwoliła mi i koleżance (też chorowała) napisać go. Też skończyłem w około 10 minut. Niektórym ten czas starczył tylko na napisanie testu. Konkurs ortograficzny napisałem bezbłędnie. Z relacji pani.
Jutro drugi etap. Koleżanka też przeszła. W sumie 7 osób. W tym mój imiennik z o rok niższej klasy.
Na angielskim dostałem 5 za wybrane słówka. Pan podarował mi kserówki do zrobienia i muszę przyznać, że poniosła mnie wyobraźnia.
Na chemii nic ciekawego. Kwasy karboksylowe.
Po kolacji zabraliśmy się za kręcenie filmu na środowy projekt z polskiego. O miłości.
To było dziwne. Że niby strąciłem dziewczynie ubranie, że potem poszliśmy do kina (w sanatorium?!?), że siedzieliśmy na łóżku i pielęgniarka nas pogoniła (podczas kręcenia tej sceny dowiedziałem się, że dzieci wychodzą z okna na dach i tam palą papierosy. Pięknie. Ja w paleniu nie widzę nic przyjemnego. Ale to nie moje życie), że ona upadła, a ja zaopatrzony w telefon jej nie pomogłem, później okazało się, że mnie zdradziła i, że na końcu zostaliśmy przyjaciółmi i się pożegnaliśmy (w międzyczasie, jedna z dziewcząt wzięła ze sobą tobołek i kazała koleżankom zejść że stołu przy oknie, bo ona wychodzi i spierdala do Torunia, to mnie rozwaliło). Kręciło się fajnie, ale ominęła mnie gra w butelkę. W sumie to może nic nie straciłem? W końcu rutynę warto przełamać. Co wieczór gram.
Rozmawiając z mamą przez telefon dowiedziałem się, że Kicajew robi kupy na dywan i rodzicielka kazała mi go ukarać. Nagadałem mu przez telefon, a on uroczo go wąchał (tak mówiła mama).
Dyżur w nocy ma pani Ela. Bardzo ją lubię (zresztą tak jak inne, bo mnie także), ponieważ nie robi mi problemów. W porównaniu z innymi to ja jestem grzeczny. Pozostali to pielęgniarki obrażają. Nie dziwię się, że na nich wrzeszczą jak są chamscy i aroganccy...

niedziela, 21 lutego 2016

Zaliczamy miasto

Rano, po śniadaniu poszliśmy na basen i muszę przyznać, że ma super wyposażenie. Saunę, łaźnię parową, 2 zjeżdżalnie i beczkę z lodowatą wodą.
Zjeżdżając z szybszej rury uderzałem pupą o podłogę basenu. Potem poszliśmy na mszę do katedry, a zaraz po niej do muzeum oręża polskiego. Teraz siedzimy w restauracji sieci "Sphinx" i zamówiona przeze mnie sharma z frytkami i surówką jest perfekcyjna. 10/10.

sobota, 20 lutego 2016

Restauracja

Siedzimy sobie w restauracji o nazwie "Portowa". Widoki na morze są świetne. Na szczęście łapie mi tu wi-fi. Odwiedził mnie tata z wujkiem i kuzynką. Powspinaliśmy się na latarnię, po czym poszliśmy do muzeum minerałów. Restauracja ma swój klimat. Jest super. Nie mogę się doczekać powrotu do domu i wyrzucenia tu zdjęć. Jedno selfie, które zrobiłem na szczycie latarni wylądowało na Instagramie. Byłem przerażony podczas wchodzenia, a na szczycie bałem się, że spadnę. Dodatkowo wiał straszny wiatr. Dodatkowo planujemy pójść na molo, falochron i chyba na basen.
.
Edit: 22:00
.
Na basen nie poszliśmy. Na falochron również. Natomiast odwiedziliśmy molo i ślizgaliśmy się na śliskich deskach. Później odwiedziliśmy centrum handlowe i poszliśmy do super ciastkarni. Zamówiłem ptysia, ale nie mogłem go już zjeść po kilku łyżeczkach. Natomiast herbatę z dwoma saszetkami cukru zjeść już mogłem. Logika. W sumie to nawet zabawnie było. Później odwiedziliśmy bazylikę, a po niej poszliśmy do supermarketu.
Po zakupach w Biedronce poszliśmy z wujkiem, tatą i kuzynką pod bramę sanatorium, ale okazało się, że jest zamknięta. Równo o dwudziestej miała być ponoć zamykana, a my dotarliśmy kilka sekund po. Od kilku godzin padał deszcz. Nikogo w pobliżu nie było, aż w końcu postanowiłem około 20:15, że wyślę snapa do koleżanek. Zrobiłem to, ale nie odczytały. Ostatecznie około 20:20 wszedłem do budynku. Już mi się nawet nie chcę pisać. Okazało się, że bramę zamyka się o 18:30...
.
Gra w butelkę była niezła, ale ponoć dużo mnie ominęło. Miałem dwa zadania, które moim skromnym zdaniem były... głupie. Raz musiałem objąć koleżankę i ją pocałować w szyję, a drugim razem musiałem usiąść na nogach jednej z dziewczyn i pocałować ją w nos. Na szczęście pielęgniarka nam przeszkodziło i wszyscy musieli opuścić pokój 201. Zaraz po wyjściu, weszliśmy do 202. Ją schowałem się w szafie. Dwaj koledzy za drzwiami, a jeden na łóżku. Zgasiliśmy światło i czekaliśmy na obchód. W międzyczasie wyleciałem z mojej kryjówki i wylądowałem na podłodze... Znowu się schowałem, ale gdy pani pielęgniarka weszła, to posprawdzała każdy zakamarek. Wyszliśmy z pokoju pełni śmiechu.
Tu jest naprawdę super.
.
Edit: 22:51
Odsłuchałem 3 razy "Cool me down" autorstwa Margaret. Jeśli nie wygra polskich selekcji na Eurowizję 5. marca, to się wścieknę.

piątek, 19 lutego 2016

Archiwum

Notatka z Walentynek:
.
Zamiast tradycyjnego celebrowania święta zakochanych, my zachowywaliśmy się jak idioci.
Np. jedna z dziewczyn próbowała uczyć mnie twerkowania po zabawie na placu. Także po raz pierwszy  podczas pobytu wypłaciłem pieniądze z bankomatu. Mieliśmy też jakiś konkurs nazwany "Kuźnią Szczęścia". Najlepszy był jednak wieczór. Graliśmy u nas w pokoju w Black Jacka i z Sową (inna sala) przegraliśmy jako pierwsi ex aqueo. Młody Góral (inna sala) miał takiego farta, że prawie cały czas wygrywał. Wkurzał kolegę z innego pokoju (gościnni jesteśmy) przez co atakował go co jakiś czas. Posypały się wulgaryzmy.
Odwiedziło nas też 6 dziewczyn. Czyli w pokoju przez chwilę było nas kilkunastu.
Nagle jedna z koleżanek wybiegla z pokoju i okazało się, że jestem bardzo empatyczny bo było mi jej żal. Dziewczyny powiedziały, że mimo wszystko mam dobre serce i że jest...
Jeszcze później poszliśmy do 101. Nie czaję. Łóżek mają 8, a ich tam jest 3. Poprzedniego dnia w nocy tam byliśmy w dziewięciu i pielęgniarka nic nie zauważyła. Ja musiałem chować się w szafie, ale mnie niestety złapała. Nie żałuję, że tu przyjechałem.
.
Najbardziej ucieszyła mnie rozmowa z dziewczynami na korytarzu. Było im mnie żal, że mam cukrzycę i tłumaczyłem na czym polega ta choroba. Były bardzo przerażone. Chciały też bardzo posłuchać moich wierszy i bardzo je pochwaliły. Odpowiedziałem im też, że lepiej mimo wszystko dogaduję się z dziewczynami niż z chłopakami, bo nie interesuję się motoryzacją, informatyką czy rapem, a nauką, wokalistkami, modą, mediami społecznościowymi i życiem codziennym normalnych ludzi.
Były zachwycone tym, że znam prawie wszystkie stolice świata, albo, że potrafię powiedzieć ile dane (duże lub znane) miasto w Polsce ma mieszkańców. Śmieliśmy się też z tego, że spiewałem na wczorajszym spacerze piosenki Margaret (dziewczyny z okładki "Cosmopolitan"). Dzisiaj śpiewałem też hit Sylwii Grzeszczak - "Flirt".
Na dodatek, gdy skomentowałem słowa jakiejś tam osoby, że jestem gejem, to one odpowiedziały, że nigdy by o tym nie pomyślały. Chciało mi się płakać że szczęścia, ale tylko się zarumieniłem
Wzruszyłem się słowami jednej z dziewczyn: "Niech się tylko ktoś z ciebie zaśmieje...".
Wszystkie to potwierdziły. Powiedziały, że mogę odwiedzać ich pokój kiedy chcę. Dlatego moje drogie panie, twierdzę, że jesteście lepszą płcią.
Jeszcze później odbyłem półgodzinną rozmowę telefoniczną z mamą (i w międzyczasie z królikiem, mama powiedziała, że schował się w kąt i uważnie słuchał, lecz był zmieszany). Jaki ja tu jestem szczęśliwy. Szkoda, że bez Internetu...

.
Post z poniedziałku:

W województwie zachodniopomorskim skończyły się ferie i musiałem iść do szkoły. Jednak nie był to zły dzień. Przed zajęciami pani wychowawczyni poprosiła mnie o napisanie wiersza dla dzieci z Mali. Piszemy wiersze o zdrowiu w jednej z akcji UNICEFU. Jestem z siebie dumny, bo moje dzieło zostanie przeczytane przez biedne dzieci w Afryce. Bardzo mi ich żal. Jednak nie jestem w stanie im pomóc. Szkoda.
.
Na lekcjach mieliśmy niezłą bekę. W klasie jest nas siedem. Aż niektóre z dziewczyn żałowały, że nie są z nami w klasie. Kolega wysyłał snapy, a my się śmieliśmy z jego tekstów. Mieliśmy też dzisiaj matmę, polski, angielski i chemię. Tylko na tej ostatniej lekcji (i na polskim) byliśmy cicho. Na matematyce gadaliśmy o Państwie Islamskim (bo pierwsza lekcja była lajtowa) i pani mówiła, że to o czym rozmawiamy jest straszne.
.
Po lekcjach skończyliśmy na kolację, a po niej wziąłem szybki prysznic, bo z dziewczynami na 2. piętrze mieliśmy grać w butelkę.
Nam z kolegą odwaliło, i gdy zostaliśmy sami w pokoju, to zgasiliśmy światło, włączyliśmy arabską muzykę i udawaliśmy, że się modlimy. Jak jedna z dziewczyn zobaczyła nas w drzwiach, to nie mogliśmy powstrzymać się od śmiechu. Poza tym, to pokazywałem dziewczynom zdjęcia znad rzeki, dzisiejszy wiersz i narysowałem im obrazek w 2 minuty. Ostatecznie, około 20. zebrała się cała trzynastka i zaczęliśmy grać. Trafiło mi się zadanie i musiałem pocałować jedną z dziewcząt w policzek. No i to zrobiłem. Po tym, weszła pani pielęgniarka i zagoniła nas do pokoju. Nie wytrzymaliśmy 10 minut, poszliśmy jeszcze raz. Nie daliśmy rady, bo pani znowu nas wyprosiła. Podczas pisania tej notatki skapnąłem się, że nie wziąłem zeszytu z góry (tam miałem wiersz i rysunek) i za pozwoleniem drugiej pielęgniarki wszedłem do pokoju dziewcząt, odzyskałem swoją zgubę i chciałem już zejść na dół. Wtem jedna z dziewczyn poprosiła mnie, abym zapytał kolegę (patrz, zdanie: "Kolega wysyłał snapy"...), czy się w niej nie zakochał, bo podczas gry robił do niej maślane oczy. I chyba zaraz to zrobię.

sobota, 13 lutego 2016

Koleżanka udostępniła mi Internet

Dzisiaj nazwała mnie swoim ziomem. Fajna jest. Dzisiaj oddaję notatkę napisaną przeze mnie dzisiaj:
.
Wczoraj mieliśmy niezłą imprezę walentynkową. Organizowaliśmy ją. Tańczyliśmy nieźle, ale szkoda, że większość osób z naszego pawilonu podpierało ściany. Przed imprezą zrobiłem sobie selfie, a podczas niej wszyscy mówili, że mam fajną firmę na koszulce. Czułem się dziwnie, ponieważ nie znam MSI.
.
Dzisiaj podczas spaceru kupiłem sobie "Cosmopolitan" i muszę przyznać, że to nawet fajna gazeta (ale dla kobiet) z nowoczesnymi trendami, fajnymi zdjęciami modelek, modnymi ubraniami, ciekawymi wydarzeniami i kuponami rabatowymi. Mnóstwo tam emoji i hashtagów. Aż się z chłopakami o to kłóciliśmy.

Mama mi dziś powiedziała, że na polskie selekcje na Eurowizję jedzie zespół z okolic Łęcznej. Jejku!!! Aż się nie mogę doczekać pierwszej soboty po przyjeździe.
.
I wczoraj:
"Księżyc. Ty jak coś palniesz..."
"Ja ci zazdroszczę. Też tak chcę bez alkoholu."
Przedwczorajsza noc była tak śmieszna, że aż pielęgniarki musiały stać w naszym pokoju i nas pilnować. Dlaczego jeden z kolegów śmiał się bez powodu rozśmieszając tym przy okazji wszystkich? Bo powiedziałem wierszyk. Nie powiem go. Oszczędzę was.
.
Wczorajszy konkurs na szanty był świetny. Oczywiście z banderą, historią statku i szantą (większość z 7 grup miała "Morskie Opowieści")
wystąpiliśmy przed całym sanatorium. Oczywiście wszystkie grupy (oprócz ostatniej z naszego pawilonu, ponieważ oni to organizowali) też to robiły i moim zdaniem najlepiej poszło pierwszej. Następne konkurencje były jednak najlepsze. Np. mieliśmy dmuchać w statek, tak, żeby nie dotknął liny (czyli brzegu), ani przyklejonych kartek (reprezentujących latarnie morskie i inne statki). Każda grupa musiała robić to pojedynczo (w międzyczasie można było robić inne zadania), więc my z koleżanką dmuchaliśmy naprzemiennie i dostaliśmy dodatkowy punkt za brak oszukiwania i za to, że nie zderzyliśmy się z żadną przeszkodą. Na dodatek mieliśmy najlepszy czas. 2 minuty i 6 sekund. Konkurencji było mnóstwo. Trzeba było narysować flagę morską reprezentującą nasze inicjały, wykonać zadanie zapisane alfabetem Morse'a (rozszyfrowaliśmy słowo Ahoj, a później, że musimy zrobić 10 przysiadów i 5 pajacyków), czy nawet podpisać wszystkie rodzaje mew (nawet nie wiedziałem, że jest tyle gatunków). Mogliśmy też ułożyć z rozsypanek wyrazowych imiona i nazwiska znanych żeglarzy itp. (Vasco da Gama, Krzysztof Kolumb, Amerigo Vespucci i Odyseusz). Na szczęście mieliśmy kilku geografów. Musieliśmy także znaleźć w wykreślance słowa związane z morzem. Dodatkowo mieliśmy jeszcze znaleźć ryby ukryte w zdaniach (np. Koło Sośnickiej). Zabawa przednia. Aż 4 osoby z naszej grupy zapomnialy o kolacji (2 siostry, mój imiennik i ja) i się na nią spóźniliśmy. Po posiłku okazało się, że została nam tylko jedną konkurencja. Łowienie ryb.
Na podłodze leżały kartoniki z dziurami, a na nich wizerunki różnych morskich stworzeń. Zanim rozpoczęliśmy konkurencję okazało się, że nikogo nie było przy stole, więc wzięliśmy kartę z odpowiedziami i zrobiliśmy jej zdjęcie. Najlepsze, że potem zamiast te ryby łowić, mieliśmy je po prostu podawanie do ręki. Chłopak się tłumaczył, że każda grupa tak robi. Niestety. Kolejna grupa po nas nie miała takiego szczęścia, ponieważ na ich wyczyny patrzyła wychowawczyni. Złowili tylko 2 ryby, a my wszystkie 7.
Oddaliśmy kartkę z punktami jako drudzy. W wielu zadaniach mieliśmy maksimum punktów, ale w niektórych poszło nam słabo... Wyniki zostaną ogłoszone przed dyskoteką walentynkową. Dziś to my organizujemy...

środa, 10 lutego 2016

Dokupiony Internet

No niestety. Darmowy net się skończył. Kupiłem, więc doładowanie za 10 złotych. Nie wiem jak długo z tą kwotą pociągnę, ale sądzę, że maks. 3 dni. Czy wspominałem o tym, że nadano mi już ksywkę? I to już drugiego dnia.
Nazywam się Księżyc, ponieważ pierwszej nocy mój tablet świecił się zbyt mocno. Heh.
Dzisiaj znów szliśmy brzegiem morza po czym poszliśmy do Biedronki. Kupiłem sobie 4 serki i doładowanie. Po podwieczorku odbył się quiz sportowy, ale nie spodziewaliśmy się, że będzie na
temat sportów zimowych. Poszło nam beznadziejnie. Ostatecznie trzecie miejsce ex aqueo, czyli inaczej mówiąc - ostatnie. Teraz, po kolacji siedzimy w świetlicy i uczymy się szanty "Hiszpańskie Dziewczyny". Przed posiłkiem wymyśliłem też historyjkę naszego zmyślonego statku zwanego "Loupre". Kiedyś pokażę.
.
Jutro mamy konkurs na szanty. W końcu jesteśmy nad morzem. Podczas pisania oglądaliśmy też TV i na Esce leciał fajny program zwany "Najlepszy Program"

wtorek, 9 lutego 2016

Słyszę mewy

Dopóki tata wczoraj nie zaprowadził mnie do kołobrzeskiego konsulatu Orange, to nadal wyskakiwałby mi ten głupi błąd i z Internetu byłyby nici. Na szczęście zresetowałem system i mam dane komórkowe. Jeeeeej. Nic już się nie psuje. W sanatorium dają tak obfite śniadania i obiady, że nie mogę ich zjeść do końca. Heh. Kołobrzeg jest bardzo ładny. Mam też parę zdjęć na Twitterze, więc jak chcecie to możecie obejrzeć. Spacer po molo lub po brzegu morza jest bardzo relaksujący.
Zaraz idziemy na basen.
Edit: 9:49
Zaraz drugie śniadanie. Basen był za słony, ale bardzo zdrowy. Mam pozdrowienia od pani bibliotekarki ze szkoły i ogólnie od wszystkich z biblioteki. Pięknie.
Edit: 12:19
Po śniadaniu drugi raz gimnastyka, a później spacerek. Teraz jesteśmy w sali od ping-ponga i czekamy na obiad o 13.
Edit: 16:33
Przed podwieczorkiem miała miejsce dość sytuacja. Mieliśmy o 16:15 być w świetlicy przed jedzeniem, a my poszliśmy od razu, bez czekania i dostaliśmy ochrzan.
Edit: 21:22
Ziomek z mojego pokoju sprzedaje perfumy. Niezły interes prowadzi. Szkoda, że dyżurna pielęgniarka kazała dziewczynom iść na górę, bo cisza nocna.
Tęsknię za tatą. Pojechał wczoraj o 19. Dopiero 4 dzień. Dzisiaj był quiz o kotach i spotkanie z panem pracującym w kolobrzeskim schronisku dla zwierząt. Jutro chyba będzie quiz o sporcie, więc się zgłosiłem. Moja grupa jest fajna. Są 4, a my jesteśmy numerem 2. Nas jest także najwięcej (14). Wszystkich polubiłem. Wychowawczyni też jest fajna.

poniedziałek, 8 lutego 2016

Cud

Złapałem WiFi
Edit: 19:22
Mam teraz dane komórkowe. W końcu. Łazimy po mieście i jest pięknie. Zdjęcia z pobytu wrzucę po powrocie. Jutro post będzie bardziej rozbudowany.

piątek, 5 lutego 2016

Dziś jest ten wielki dzień.

Na samym początku dnia, przed lekcjami wyszedłem na spacerek po Łęcznej.
Bezpośredni odnośnik do obrazka
Łęczna jest pełna bloków mieszkalnych.
Bezpośredni odnośnik do obrazka
Naprawdę.
Bezpośredni odnośnik do obrazka
Tak wygląda ulica sąsiadująca z moją. Mimo wszystko ją lubię. Jest fajna.
Bezpośredni odnośnik do obrazka
A tutaj w tle dzwonnica.
.
Dzisiaj nie zdołałem się pożegnać z paniami w bibliotece. Smuteczek. Ale z panią psycholog zdążyłem pogadać dwa razy.
O 23 wyjeżdżamy z Dworca Kolejowego w Lublinie do Kołobrzegu. Mam jeszcze dużo czasu. Nie ma jeszcze 16.
Dzisiaj na WF znowu nie ćwiczyłem ponieważ wciąż mam wkłucie na nodze. Na szczęście dzisiaj jeszcze się przekłujemy. Właściwie dobrze, że nie miałem stroju, bo z koleżankami robiliśmy sobie zabawne selfie, a siedzący obok nas drugoklasiści grali w państwa miasta. Chorwacja na "H", albo Bułgaria na "P".
Do sanatorium biorę ze sobą PSP i tablet taty. Nie mogę się doczekać robienia zdjęć w pociągu i pobytu w Kołobrzegu. Będę oczywiście tęsknić za paniami z biblioteki, kolegami z biblioteki, koleżanką z klasy, za całą klasą, za nauczycielami i za panią psycholog i pedagog. Czyli inaczej mówiąc... ZA WSZYSTKIMI!

czwartek, 4 lutego 2016

Tłusty Czwartek

Ostatni czwartek przed Środą Popielcową (in. Popielcem) nazywa się Tłusty Czwartek i jest idealnym świętem dla każdego smakosza. Niestety, ja mam cukrzycę, więc muszę ograniczać spożywanie pączków i innych. Niektórzy jedzą 5-6, ale ja na razie zjadłem 2. Dodatkowo zjadłem takie pączka w wersji mini, a na podwieczorek zjem faworka. I tyle. To właściwie jedyny dzień, w którym mogę się tak objeść.
Bezpośredni odnośnik do obrazka
Tak wyglądał mój pączek na śniadanie. Pyszotka.
Bezpośredni odnośnik do obrazka
Brat po skończonych zajęciach na UMCS nakupował tyle pączków, że chyba do jutra ich nie zjemy.
Nie mam dzisiaj nic ciekawego do powiedzenia oprócz jednego. Dzisiaj też złamałem zakaz wchodzenia do biblioteki. Na jednej z długich przerw pan miał dyżur koło niej, ale gdy był do mnie odwrócony tyłem, to migiem wszedłem do środka. Panie były bardzo roześmiane.
"Hubert, kiedy ty przestaniesz tak ryzykować?"
A ja na to krótko:
"Najpierw Katowice, później biblioteka"
Ta anegdotka jest tak zabawna, że opowiedziałem ją na zajęciach z panią psycholog. Jest naprawdę super, a dzisiaj rozmawialiśmy min. o moim blogu.
.
Edit: 18:08
Zrobiłem ekstremalny quiz geograficzny na gazeta.pl. Pobijecie mój wynik? Niektóre pytania to banały. Liban, Gwinea Równikowa, czy wyspy Oceanii? Prościutkie. Pomyliłem tylko pewne dwa państewka graniczące z Chinami :(
.
Edit: 19:54
Jayda Fransen z organizacji Britain First zaprasza wszystkich Polaków i innych mieszkańców Wielkiej Brytanii do wstąpienia do organizacji, która broni chrześcijańskich wartości w Europie. Jeśli mieszkacie w UK, to możecie tam wstąpić. Polacy są tam mile widziani :)

środa, 3 lutego 2016

Noga


Bezpośredni odnośnik do obrazka

Dzisiaj o 6 rano miałem ogromnego pecha, bo obudziłem się z ogromnym bólem w łydce. Miałem ochotę wrzeszczeć, krzyczeć, przeklinać. Ostatecznie się powstrzymałem. Na dodatek to była ta sama noga, w którą wczoraj wbiłem igłę. Dzisiaj w szkole zabawnie kuśtykałem.
Poranek dzisiaj był fajny. Wlazł do nas do szatni słodki kundelek i od razu wzbudził sensację. Zrobiłem mu dwa zdjęcia, bo wiedziałem, że to niecodzienny widok. Wrzucam jednak tylko jedno, bo na drugim jest mój kolega i mógłby się obrazić.
Szkoda mi było nie ćwiczyć na WF, ale musiałem, ponieważ ból w nodze był nie do wytrzymania jak biegłem lub chodziłem normalnie. Miałem do wyboru skakanie na jednej nodze, albo kulenie. Robiłem oba naprzemiennie.
Nadal mam szlaban na bibliotekę, więc dzisiaj na przerwie musiałem siedzieć na ławce i grać na telefonie w "Piano Tiles" ponieważ nic innego nie miałem do roboty. Jednak raz złamałem ten zakaz, ponieważ chciałem zaprezentować piosenkę o rycerzu i jego ukochanej... kanapce z szynką. Na gitarze grał mój kolega. Później poszedłem życzyć wszystkim powodzenia w konkursie (co środę kolejny), na który się zgłosiłem, ale przez wczorajszy zakaz nie mogłem pójść. Później po lekcjach też tam poszedłem (ale za pozwoleniem pana), by dowiedzieć się kto wygrał. Drugie miejsce zajął mój przyjaciel.
Na dodatek udało mi się złagodzić karę i teraz mogę w piątek iść do biblioteki. Ale jutro nie.
.
Nawet nie wiecie jak zabawnie wyglądałem wchodząc po schodach ;)

wtorek, 2 lutego 2016

Jak pogoda wiele mówi o człowieku

Gdy wyszedłem ze szkoły, poczułem przyjemny wiatr. Była pochmurna, piękna pogoda, że aż chciało mi się żyć. Jednak już czułem, że coś jest nie tak... I tak było...
Najpierw spóźniłem się na niemiecki, na którym pisaliśmy sprawdzian.
2 godziny później, na angielskim znowu się spóźniłem i musiałem pisać karną kartkówkę.
Na polskim jednak było najlepiej. Uciekam szybko z biblioteki i idę na dużą salę gimnastyczną, ale okazało się, że "mamy" jednak na górze, gdzie pan poinformował mnie, że pomyliłem godziny. Wiedziałem, że jestem w tarapatach, więc posłusznie poszedłem na polski, na którym oczywiście zostałem zganiony za spóźnienie. Nie to było jednak najlepsze. Później okazało się, że z biblioteki wziąłem nie ten plecak. Ostatecznie odzyskałem moją torbę.
Później pan sprawdzał pracę domową, której nie miałem. Za karę do końca tygodnia nie mogę chodzić do biblioteki.
Smuteczek ;(
A gdy przyszedłem do domu, to okazało się, że rodzice kupili mi kilka koszulek (na co mi T-Shirt z mapą Afganistanu?) i bieliznę do sanatorium.
Totalnie szalony dzień.
.
Edit: 20:33
Składam serdeczne podziękowania dla taty za prezenty :)
 Dwie nowe bluzeczki
 Grzebyk i klapki
A w nagrodę za dobrą ocenę z zachowania (bardzo dobre) kijek do selfie (zawsze o nim marzyłem)

poniedziałek, 1 lutego 2016

Poruszenie

Dzisiaj na godzinie wychowawczej kolejna godzina z panią psycholog. Jednak dała ona mi wiele do myślenia, ponieważ oglądaliśmy na niej film:
Trwa on pół godziny, ale mówi wiele na temat życia moich rówieśników. Bardzo dobrze zagrany, zorganizowany, z przesłaniem. Obejrzeć trzeba koniecznie.
Czasami by się chciało mieszkać w tej Warszawie, być Facebookowym fejmem, żyć jak te fajne dzieciaki, ale jednak się nad tym zastanawiam.
.
Szkoda, że reszta lekcji nie była taka ciekawa. Np. na angielskim wyciąłem ludka z zeszytu (za pomocą cyrkla) i nazwałem go Tomek. Tomek był zombie, ale na przerwie wyrzuciłem go do śmietnika.
Bezpośredni odnośnik do obrazka
Tomek nie żył, nie żyje i nie będzie żyć.
Jednak fajniejszy okazał się być wykres, który zrobiłem na przerwie w bibliotece :P
Bezpośredni odnośnik do obrazka
Nazwałem go: "Wodospad tsunami".