piątek, 8 stycznia 2016

Królik nas nastraszył

Wracając ze szkoły zobaczyłem, że Kicajew (dawniej Perun) swobodnie hasa sobie wokół klatki. Jakże było to urocze. Jednak po obiedzie Janek zaczął krzyczeć, że go nie ma. Szukaliśmy go.
Mama już mówiła, że zdechł, że chory, że dogorywa. Ja w to nie wierzyłem, ale z czasem zacząłem się bać. Przeszukaliśmy pod łóżkiem cztery razy, dwa w szafie, koło półki, pod dwoma biurkami, ale nic nie znaleźliśmy. Jednak byłem zdeterminowany i wyrzuciłem wszystkie ubrania z szafy i... znalazłem gnoja. Schował się w kątku, bo było mu najwyraźniej ciepło.
Musieliśmy mu kupić karmę. Planowaliśmy też wczoraj, aby kupić mu jakiś drobiazg, ale ustaliliśmy, że nie zasłużył. Śnieg mocno sypał, karma kosztowała ponad 9 złotych, a ja na tyle naszego auta namalowałem misia, pandę, kota... nie wiem co.
Ostatnio dużo się psuje... Mimo wszystko mama dobrze jeździ. Przynajmniej z Jasiem tak uważają.