środa, 18 listopada 2015

Rozkmina

Rozkmina na temat życia.
Zanim poszedłem do szkoły, to myślałem na temat wojny. Co jeżeli by wybuchła? Przecież to możliwe. Wyobrażałem sobie, że w Polsce przeżyło tylko 15 milionów ludzi (straszne) i, że większość miast zostało zniszczonych. Boję się, że to w ciągu najbliższych kilku dni stanie się prawdą :(
Wychodząc z domu, ucieszył mnie widok na niebo. Na dodatek na zewnątrz był przyjemny chłód, który niesamowicie orzeźwiał moją twarz :).
Na chemii nie mogłem się skupić na lekcji, chociaż była ciekawa. Nie wiem czemu, ale nagle zaczął padać deszcz, co mi się nie spodobało :(. Przecież pogoda była ładna.
Później był WOS, a jeszcze później WF. 2 razy.
Na pierwszym przeglądałem z zainteresowaniem moje stare zdjęcia na telefonie. Dingo ("mój" pies, który przebywa u babci) i Mucha (mały cielaczek, który wówczas miał 5 dni *.*) całowali się w oborze. To było takie urocze. Z przyjemnością wróciłem do tej chwili. Miałem też zdjęcie kaczek (zrobiłem je w kwietniu), które pewnie są już duże. Mój telefon to taka skarbnica tegorocznych wspomnień :P
Na fizyce był elektromagnetyzm. Pani stwierdziła, że powinienem studiować filozofię, bo stwierdziłem, że magnes nie zawsze był magnesem, bo kiedyś musiał zostać stworzony. Logiczne, nie?
.
Język polski jest okropny. To przedmiot dla myślących szablonowo. Dostałem dwie tróje, bo myślałem jak chciałem. Tak to się kończy...
Po matematyce wyszedłem ze szkoły szczęśliwy bo znowu wiatr dmuchał w moje włosy. Co za przyjemność.